Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Nowości

Są już Firefox 1.5 i KDE 3.5. Nie wiem, czy są już w niestabilnych respozytoriach Mandrivy (cooker). Nie wydaje mi się jednak - urpmi --auto-select pokazało, że Firefox będzie upgrade'owany do 1.0.6-16.1, a lista nie objęła w ogóle KDE. Tak więc poczekam sobie chwilę i wygodnie wpiszę w odpowiednim momencie jedno polecenie. ;)

Zaiste - dzisiejsza lekcja geografii może zapaść w pamięć, głęboko. Aby jednak w pełni zrozumieć sytuację, cofnijmy się w czasie o jakiś miesiąc. Wtedy to wszystko się rozpoczęło. A było to tak.

Wracając bezpośrednio na kartkówkę z pewnego wyjścia na pewną ekspozycję związaną z pewnym przedmiotem, którego uczy pewien wychowawca, wpadliśmy (solidaryzując się z klasą wymienię to słowo w 1 os. l. mn.) na pomysł, aby udać na kartkówce, że ściągamy. Nauczyciel podejdzie, zobaczy kartkę, przeczyta, a tam... 1:0. Kartek takich mieliśmy pięć, ze wzrastajacym wynikiem. Akcja nie zakończyła się pełnym sukcesem, ale pierwsza kartka została przekazana. Geograf potraktował to jako wyzwanie.

Dzień 30 listopada 2005. Kartkówka numer dwa. Profesor wchodzi do klasy, taszczy ze sobą pewnie przedmioty o nieznanym przeznaczeniu. Funkcja pierwszego z nich, staje się jasna, gdy zostaje umieszczony w strategicznym punkcie - tak, jest to lustro. Drugi okazuje się kamerą, która ląduje na szafce. Jesteśmy wiec kontrolowani przez troje oczu. Nauczyciel wyjaśnia swoją strategię. Na tablicy narysowany jest układ ławek w klasie. Ściągającym bedą stawiane minusy, przy czym jeden nic nie robi, dwa obniżają ocenę o jeden, trzy oznaczają jeden. Kolega, który to ofiarował kartkę z 1:0, dostaje jednego minusa na wstępie.

"Waszą misją jest ściągać, moją łapać". Dla podkreślenia klimatu sceny rozlega się muzyka dobrze znanego motywu z Mission Impossible, rozlegająca się z głośniczka telefonu komórkowego naszego geografa. Aby było trudniej, pytania są zadawane niejednocześnie - dopiero, gdy rozwiąże się jedno, otrzymuje się drugie. Z jasno ustalonymi regułami gry zabraliśmy się za pisanie, pisanie, pisanie, pisanie...

... pisanie, pisanie i już ostatnie pytanie, które brzmi: Czy ściągałeś?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Co zrobiłem, a co nie - bilans ostatnich dwóch dni

Jeden. Pisałem, że PHP ssie. Wreszcie ruszyłem do przodu z moimi podbojami tego języka i doszedłem do wniosku, że PCRE nie zostało zaprojektowane zbyt fortunnie, nadal zawiera kilka błędów, skutecznie utrudniających pracę. Na przykład: Niemożność użycia back references w patternie dla preg_replace. Lub zmuszanie do niezrozumiałego przeze mnie użycia nawiasów okrągłych (inaczej regexp nie zadziała). Mimo to mój prosty kod generujący strony w oparciu o szablony podobne do joggerowych jako tako działa, będę musiał jeszcze posprawdzać czasy wykonania. I przerobić po raz następny skrypty mojej strony. Możliwe też, żeby dorobić jakieś małe API. Nie chce mi się za każdym razem kopiować tego samego. W wolnej chwili może wystawię kod, bo w końcu taki zły nie jest. :)

Dwa. Zmusiłem mój skrypt javaskryptowy do działania w Internet Explorerze, dzięki czemu pozwoliłem sobie na zmianę wersji szablonu na 1.5pre1. Ostatniego błędu szukałem dobre dwadzieścia minut, okazało się, że skoro na stronie jest już element o id='toc', to nie wolno używać na nim getElementById(). Szczerze powiem, że chyba nigdy bym na to nie wpadł. Mimo to, jednak nie wszystko wygląda tak, jak powinno. Na oko IE nie pokazuje niektórych divów lub nie wyświetla ich css'a. Niestety, nie mogę określić, o co dokładnie chodzi, bo nie ma (albo nic o tym nie wiem) żadnego wyświetlania struktury drzewa DOM, przez co mogę jedynie się domyślać przyczyn.

Trzy. Właściwie niezbyt jest czym się chwalić, ale skoro już siedziałem na tym ze dwie godzinki, to chociaż się zareklamuję. :) Expert. Utwór Potwór jest w formacie ogg.

Cztery. Może niedługo ruszy coś z JeMeNem. Projekt stoi już od bardzo długiego czasu, ale wydaje nam się (mnie i Zimnemu) że jednak warto się zabrać za coś takiego, chociażby dla przyjemności. Tak więc możliwe, że coś kiedyś w końcu... I to chyba wszystko, czym się zajmowałem przez ostatnie dwa dni.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Piekielnie Mały Linux - jak łatwo odpalić Linuksa na Win

Przeglądając wczoraj newsy na Siódmym, zauważyłem wzmiankę o tym, że Piekielnie Mały Linux (aka Damn Small Linux) może być odpalony z poziomu Windows. Zaciekawiło mnie to, postanowiłem w wolnej chwili sprawdzić, jak to działa.

Pierwsza ważna rzecz: Komfortowo pracuje się dopiero na konfiguracjach posiadających procesory powyżej 1,5GHz i 512MB RAM. To są minimalne parametry wymagane do wygodnego użytkowania systemu. Nie chcę tutaj mówić, że na słabszych komputerach się nie odpali - sam testowałem na Athlonie 750MHz i 256MB RAM z Windows 98. Mimo to podczas scrollowania użycie wirtualnego procesora (bodajże Pentium II 615MHz) wzrastało do stu procent, a na odpalenie jakiejś aplikacji czeka się ok. 10s.

Zalety - Piekielnie Mały Linux (spakowany) ma tylko 50MB, więc można go szybko ściągnąć i nie zajmuje dużo miejsca na dysku. Jest on bardzo łatwy w uruchomieniu - cała instrukcja sprowadza się do ściągnięcia dsl-embedded.zip, następnie rozpakowania do katalogu i odpalenia dsl-windows.bat z tegoż miejsca.

Wady - Mała szybkość. Emulowanie systemu wewnątrz innego bardzo spowalnia możliwości Piekielnie Małego Linuksa, dlatego polecam go tym, którzy mają mocne maszyny i zaczyna się im nudzić Windows. Także po uruchomieniu jest to zwykły Linux - tak więc ludzie, którzy się nigdy z nim nie spotkali mogą poczuć się całkowicie zdezorientowani. Bezpośrednio po uruchomieniu nie miałem skonfigurowanej sieci, ni zamontowanych windowsowych partycji, co początkujących mogłoby całkowicie zniechęcić. Zawsze jednak dzięki kombinacji Ctrl+Alt mogą powrócić do znanego sobie srodowiska.

Poza tymi wadami jest to ciekawa droga na poznanie alternatywnego systemu, wymagająca naprawdę niewiele od człowieka.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Cukierki

Dziś w mojej szkole było dużo cukierków. Z dwóch powodów. Pierwszy - moja koleżanka ma jutro urodziny (serdecznie pozdrawiam, Dominiko). O ile to byłoby jeszcze zdarzeniem dość normalnym (urodziny się zdarzają podobno), to druga okazja na pewno takową nie jest.

Pewnego czasu wychowawca nasz opisując zalety przekształcania wzorów, założył się z nami o kilogram cukierków, że ktoś z nas się pomyli w obliczeniach czysto matematycznych na klasówce z fizyki. Tak się jednak nie stało.

Inna ciekawa sytuacja - niedługo koniec roku i poza kupowaniem prezentów mamy również coś zrobić (miłego oczywiście) dla osoby, którą wylosowaliśmy. Najlepiej, aby ta osoba nie odkryła tego, że ją mamy. Pomijając fakt, że dopiero niedawno się poznaliśmy i już potworzyliśmy pewne grupy... Wspaniale :)

Dyskusja na temat popełniania samobójstw na jogu Mousera. Sądzę, że warto poczytać.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Czego uczą w szkołach?

Zainspirowany myślą mojego znajomego (która została uwieczniona przyczepiona do statusu (tak, 'uwieczniona' nie jest tu najlepszym słowem), doszedłem do następujących wniosków.

Wniosek pierwszy: W szkole podstawowej/gimnazjum uczą metod wybierania.

Wniosek drugi: W liceum natomiast uczą metod wybierania metod wybierania.

Więc na studiach x^3? To tylko domysł, bo jeszcze TAM nie byłem.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Zima podobno idzie

Pseudośnieg (bo jeszcze nie można nazwać tego kawałka zamarzniętej wody śniegiem) już patrzy na mnie przez okno, a tu skucha: The Sound Of Folk Music - Caribbean Islands. Tak więc gorące klimaty jeszcze u mnie. Ale, mam buty Hakera i zgodznie z f4q hażdego h4x0ra zacznę prejkować budki telefoniczne. Ó.

Znalazłem w Media Markt wreszcie półeczkę z cdkami po 5zł, czego wynikiem jest wyżej wspomniana płytka i jeszcze jedna z tej samej wytwórni: The Sound Of Reggae - Reggae Winners. Jednak druga wydaje się nieco nużyć. Ale za dychę warto.

Przeszedł już ciężki czas - minął termin zgłaszania rozwiązań na OI i jestem pewien, że nie przejdę dalej. Ale ważne to, że czegoś się nauczyłem. Pogłębię swą wiedzę i w przyszłym roku znów spróbuję swoich sił. Więcej niż połowa sprawdzianów też już odeszła w niepamięć, a już niedługo święta. :)

Zainstalowałem kolejną Mandrivę - tym razem wersję 2006 z serwera w Lyon, jednym z miast partnerskich dla Łodzi. Na razie mam dość miłe wrażenia, ale należy kilka rzeczy zrobić, jak instalacja sterowników Nvidii czy poprawienie konfiguracji w kilku miejscach, tak więc wstrzymuję się z dokładniejszym opisem tej dystrybucji.

Co ciekawe, nigdy nie zauważyłem pewnej opcji w AmaroKu - mianowicie, gdy wrzuciłem jeden z godzinnych setów Eda Rusha, to AmaroK pokazał mi coś takiego: Track 01 - Unknown Artist - Live at Urban Jungle. Po kilku minutach zmienił na Track02, potem na Track03 i tak aż do osiemnastu, około sześćdziesiątej minuty. Wyjaśni mi to ktoś? :)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Ulotne chwile

Poczynając od pewnego rzymskiego poety, Horacego, i jego słynnej maksymy, poprzez wieki ascezy, jej odnowienie w baroku, uwielbienie przez sarmatów, następnie ponowne odrzucenie w dążeniu do odzyskania niepodległości, kończąc na po raz kolejny powracającym do łask, a mógłbym stwierdzić nawet, że bardzo modnym w obecnych czasach frazesie Carpe diem.

Korzystając z dobrodziejstw doby informacji, gdzie może wystąpić i wiersz Chwile ulotne, nieznany, napisany przez osobę, której nazwisko niewiele może powiedzieć: Elżbietę Opalińską i popularna od kilku lat piosenka niebyłej krakowskiej katowickiej grupy Paktofonika, znana mniej lub więcej przeciętnemu Polakowi, i ja pozwolę sobie na wkład w dezinformację społeczeństwa.

Tak więc byłem świadkiem naocznym (choć nie wierzyłbym zbytnio moim oczom) dwóch niby naturalnych, jednak niecodziennych zdarzeń. A zjawiskiem zmieniającym widowiskowość całego zajścia stało się w tym wypadku światło.

Zauważyłem księżyc w pełni - niby nic ciekawego, mimo to zarejestrowałem ruch i płynną zmianę jego siły świecenia w nieregularnm rytmie. Zaintrygowało mnie to, przystanąłem i przyjrzałem się bardziej. Okazało się, że to chmury, których nie było ani zbyt mało, ani zbyt dużo tworzyły zgrabną mozaikę z księżycem w tle. Po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim i nie mogę powiedzieć, że mnie nie zachwyciło. Naprawdę, widok chwytał za serce, jedna z niewielu pięknych rzeczy w zwykłym mieście wieczorem.

Niedługo potem wzrok mój padł na drzewo. Drzewo było zwykłe, chociaż jeszcze trzymało większość liści i do tego miały one zielony kolor. Piękno sytuacji polegało na lampie rtęciowej (lub sodowej, nie daję głowy) znajdującej się pół metra nad nim i za nim. Lampa ta daje zimne, białe światło, które to nadało liściom żywą barwę i podświetliło je od tyłu, co stworzyło kolejny niesamowity efekt.

Dziwna to rzecz, gdy ludzie cieszą się z byle czego, kiedy spojrzą na to z innego punktu widzenia.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Gdy próbuje się zrobić coś zbyt dobrze

W takich przypadkach dochodzi do przekombinowywowania. Symptomy takiego zachowania można dość obrazowo przedstawić uprzednio wykorzystanym neologizmem lub błedem (fleksyjnym?), zależnie od punktu leżenia, przy czym dziewiećdziesiąt dziewięć osób na sto, nie czytając tego wyjaśnienia, pomyśli to drugie. Niestety, takie sytuacje zdarzają mi się dość często. Mając do wyboru prostą, sprawdzoną ścieżkę, z której wielu już skorzystało, i trudną, prawie niewidoczną, wiodącą przez chaszcze, gdzie łatwo zbłądzić i zostać pożartym na surowo przez omyłkowce, wielkie i włochate, jak głupi wpycham się właśnie tam. Z jednej strony to dobre, gdyż rozwija, ale z drugiej należy rozgraniczyć sytuacje, kiedy skorzystanie z trudniejszych rozwiązań się opłaca, a kiedy nie, czego oczywiście za Chiny nie potrafię wyczuć. A potem mogę tylko czekać na konsekwencje swego czynu.

Średnio związane z tematem. Zarazili mnie notpr0nem, czyli najtrudniejszą zagadką w Internecie, jak deklamują autorzy. Na razie znalazłem się na szóstym poziomie. Są ważniejsze sprawy od klikania i zastanawiania się nad kolejną zagwostką, ale chyba wrócę do tego niedługo. Spodobało mi się.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Wsteczny rozwój mój

Z niepokojem zauważyłem, że mam trudności, by skoncentrować się na wykonywanym zadaniu. O ile mam na coś wiele czasu, to jeszcze nie jest to aż takie uciążliwe. Jednak w momentach, kiedy mam coś zrobić na czas, staje się to pewnym utrapieniem. Zastanawiam się dość często nad wieloma sprawami naraz i takie skakanie z kwiatka na kwiatek, mimo, iż sprawia mi pewną przyjemność, wyrabia widocznie zły nawyk u mnie. Ostatnio nawet zauważyłem, że rozmawiając z jakąś osobą mój wzrok nie może na niej spocząć, jak to Natura podpowiada, tylko gdzieś błądzi od jednego, do drugiego miejsca.

Inna dziwna sprawa. Spostrzeżenie ukazało moją obniżoną odporność na stres. Obniżoną? Prawdopodobnie. Nie jestem tego w pełni pewien. Jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło się coś takiego, jak w ostatnim tygodniu, kiedy to stres zablokował całkowicie moją percepcję na kilka chwil. Niewiele, ale musiałem jeszcze raz powtarzać to, co już przetworzyłem w pamięci.

Nie potrafię znaleźć przyczyny, co skutkuje brakiem rozwiązania. Żadnego pomysłu, cóż to mogłoby być. Gdybym chociaż znalazł jakąś wskazówkę. Co ciekawsze, aktualnie nie miewam stanów depresyjnych, ni niczego w tym rodzaju. Ogólnie czuję się szczęśliwy, chociaż, zgodnie z naturą człowieka zawsze mogłoby być lepiej. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to zmęczenie i częściowy brak aktywności ruchowej. Z drugiej strony byłem odporny na to przez długi czas. Może to coś związane z dojrzewaniem?

Jakby nie było, ucieszyłbym się bardzo, gdyby jak najszybciej mi przeszło.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

1 3, putty zrobiło psikusa

... I przypadkiem zostało kliknięte, dzięki czemu przekleiło zawartość schowka do programu. A że ekg2 widziało, że w tym jest se\ns, to pozwoliło wysłać. I Jogger ujrzał, że jest to dobre, gdyż dzięki temu więcej wpisów mogło zobaczyć światło dzienne. Mimo, że wtedy była noc głęboka...

Przepraszam wszystkich za zamęt. :)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Pozostając w klimacie postapokaliptycznym

Po przeczytaniu całej Kantyczki dla Leibowitza (o której to pisałem w poprzedniej notce i której zakończenie było dość zaskakujące oraz ciekawsze niż dwie pierwsze części) postanowiłem zagrać w Fallouta. Prawdę mówiąc, to lubię bardzo RPG, mimo to nie grałem nigdy w tego klasyka gatunku. Ale teraz mam szansę to nadrobić.

Przeczytałem wymaganą sprzętową konfigurację. P90/32MB przy moim notebooku P200/64MB powinien spokojnie śmigać. Nie byłem (i nadal nie jestem) pewny karty graficznej. W sumie to nawet nie wiem, jaka leży w środku, a google nie chce mi się już odpalać.

Świadomy ewentualnośći braku możności uruchomienia gry, przystąpiłem do przygotowywania instalacji. Tak więc uruchomiłem lilium (mój pierwszy komputer), k3b na mdv i zrobiłem szybko obraz płyty, który po http przetransportowałem na hime, czyli notebooka. Niestety, nie mam żadnego napędu cd w nim i musiałem stosować te wszystkie wybiegi. Mimo, że to lan, średnia prędkość pobierania oscylowała w granicach 300kB/s, co daje cały obraz w 3*600s, czyli ok. pół godziny. Następnie za pomocą Daemon Tools, darmowych do użytku domowego, zamontowałem obraz i przeprowadziłem wiadomą czynność.

A teraz czeka mnie zgłębianie się w świat gry.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Kantyczka dla Leibowitza

Przeczytany Fiat Homo 1, Fiat Lux 2, a Fiat Voluntas Tua 3 w najbliższym czasie. Pierwsze dwie części robią wielkiego smaku. Historia rozgrywa się pewien czas po katastrofie atomowej (dla poszczególnych części jest to odpowiednio: VIw., XIIw. i XVIIIw.) i najprościej ujmując ukazuje historię zakonu św. Leibowitza, który zbiera źródła wiedzy pozostałe po katastrofie, chroniąc je we wczesnych wiekach przed ciemnotą, a później przechowując je, oczekując na odpowiednią chwilę. Oczywiście wszystko jest oprawione dobrą fabułą i pewną dozą tajemnicy. Bardzo miau.

1 Niech powstanie człowiek!
2 Niech się stanie światłość!
3 Bądź wola Twoja.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

A jutro do szkoły

Jednak ten, kto stworzył oznaczenia dni tygodnia: Poniedziałek; Wtorek; Środa; Czwartek; Piątek; Popiątek; Przedponiedziałek 1, nie mylił się. Jutro, a właściwie dziś mam stawić się w mojej kochanej szkółce (będąc radosnym i dumnym, jak to zadeklarowano w hymnie). No i dobrze, w sumie to należy nam się. Liczę na przyjemne, spokojne spędzenie kilku godzin w tym miejscu.

Ostatnie sprawdzenie...

Tak, w kieszeni są karty. Da się przeżyć.

I tak oto, ziewając jak hipcio, życzę wszystkim miłej nocy, a niektórym miłej pracy.

1 Nie mój własny pomysł, jeden z podziałów tygodnia, o którym dowiedziałem się czytając artykuł o tytule: Nie taki "Koper" straszny, jak go malują, czyli... Pierwsze wrażenia pierwszoklasisty, wydanie październikowe gazetki Ko[..]rnik.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Mieszane uczucia vs programowanie

A wygląda to tak.

Z jednej strony ciekawe zagadnienie, nad którym trzeba mocno pogłówkować, które zajmie trochę czasu, mimo to będę strasznie usatysfakcjonowany z poprawnego i w miarę szybkiego rozwiązania. Sponsoruje: Pragnienie Wiedzy.

Z drugiej strony program, nad którym bedzie trzeba siedzieć kilka godzin, aby wykryć i poprawić jeden logiczny błąd lub coś usprawnić, wszystko wszakże polega na wymyśleniu jednego, poprawnego algorytmu. Sponsoruje: Lenistwo.

Klasyczny dylemat - postawa 'Ja chcę jeszcze raz' kontra postawa 'Pier****, nie robię'.

Filozofując, przy ciastku nad zadaniami z tegorocznej Olimpiady Informatycznej, /me.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
Wcześniejsze wpisy Na górę Późniejsze wpisy
Reklamy Google