W tramwaju
Jest tłoczno.
Nie tylko. Wszyscy patrzą przez okna. Cztery równe rządki ludzi, zwrócone twarzami do najbliższej szyby. Wyglądają jak więźniowie pragnący o natychmiastowej ucieczce z miejsca swego pobytu. Udają, że nikogo poza nimi nie ma. Udają, że nie widzą obserwatora.
Dlaczego tak? Czyżby zbyt wielkie skupienie populacji naszego gatunku w jednym miejscu tak destruktywnie działało na nasze odczucia? A może przeświadczenie o własnej indywidualności, może też doskonałości nad pozostałą częścią gatunku? Niechęć do spojrzenia podobnej istocie w twarz?
Pytania. Odpowiedzi jednak brak z mojej strony, jedynie domysły z poprzedniego akapitu.
Co najgorsze? Rówież uczestniczę w tej wspólnocie, wspólnocie braku wspólnoty.









...aż westchnęłam przeczytawszy...
06 stycznia 2006, 19:26:20. Permalink.
Chyba nie jest tak źle. Ja kilka razy nawiązałem kontakt. Poza tym jak się ogolę, zawsze jakaś dziewczyna szuka kontaktu ze mną. Czasami jakaś starsza pani chce, żeby posłuchać jej narzekań. Ostatnio ponarzekałem z kierowcą na sylwestra...
Nie jest tak źle.
06 stycznia 2006, 19:28:00. Permalink.
obcy sobie ludzie wydają się siebie bać. Ale ja zawsze spotykam kogoś znajomego. Widać małe miasto. No i tramwajów nie ma.
06 stycznia 2006, 19:46:56. Permalink.
nono,wzielo cie na refleksje;) a ja tam jestem aspoleczny i nie interesuja mnie ludzie mijani na ulicy. W sensie ze moga byc sobie, nic mi to nie robi, dopoki czegos ode mne nie zechca. Jak tak chodze po miescie, jezdze autobusami, to ci wszyscy ludzie wydaja mi sie nudni, tacy sami, zero indywidualnosci...Ja jestem dziwny, gardze ludzmi, ale nie pokazuej tego. Mam grupe bliskich mi osob i tyle te osoby szanuje. Reszta moze sobie patrzec w szybe, dla mnie beda banda bezmyslnych stworzen.
Ot, taki maly poglad na zycie;)
06 stycznia 2006, 22:13:48. Permalink.
...:
Ludzie są potworami potworzastymi i trzeba ich jeszcze kochać. ;)
Kaban:
> nawiązałem kontakt
Witaj, przybyszu z mojej planety.
Zan:
Metropolie i aglomeracje niekoniecznie są dobre. Chętnie bym sprawdził, czy udałoby mi się wytrzymać dłuższy czas w małym mieście, czy na wsi. Śmiem powątpiewać, ale możliwe, że bym i przeżył.
rozbit:
Widzisz, jaki sadystyczny jesteś dla tej biednej bandy bezmyślnych stworzeń? A psa to byś na dwór nie wygonił. ;)
07 stycznia 2006, 01:17:07. Permalink.
hyhy,no a ja zyje w malym miescie;) i nie moglbym zyc w duzym, np wawie czy lodzi...;p
btw, psa na dwor bym nie wygonil, fakt. ale czlowieka owszem!
07 stycznia 2006, 10:25:11. Permalink.