Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

ssh i BeOS

Po względnym ustawieniu sieci (nie wpisuj nic w pole Domain name, chyba, że chcesz sobie ograniczyć przeglądanie stron do niej ;) ) wreszcie znalazłem odpowiedni pakiet z ssh dla tego systemu.

Wiele nerwów straciłem, aby samodzielnie skompilować ssh w wersji 1.2.26. A to w config.h trzeba było dopisać #undef HAVE_GETRUSAGE, a to trzeba było trochę przepisać configure, bo jakoś nie chciało uznać BeOSa za poprawny host-type. I tak po udanej kompilacji program wyrzucał Write failed: General OS error, a ja nie mam pojęcia, co z tym fantem możnaby zrobić.

Wreszcie znalazłem Subversion, ssh i kilka innych rzeczy dla Haiku OS. Ściągnąłem, zainstalowałem - działa wyśmienicie.

Jeszcze jedna rzecz - aby używać np. screena, należy ustawić zmienną środowiskową $TERM na jedną z obsługiwanych. Mnie działa dobrze xterm-r5. I wypada zmienić kodowanie znaków w terminalu, jeżeli nie używasz UTF-8. A na sam koniec - jeszcze naciąłem się na fakt, że nie zmieniłem układu klawiatury. W tym przypadku wygląda to podobnie do Windows. ;)

Uwaga dla używających ekg - w BeOSie nie działa zmiana okien za pomocą Alt+cyfra - na szczęście jest jescze Ctrl+P i Ctrl+N oraz polecenie /window.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Jak bardzo jesteś 2.0?

Usiądź spokojnie - Cyganka prawdę ci powie.

Aby być 2.0 musisz spełniać następujące warunki.

Używać:
Ajax,
Pythona,
CSS,
Google Maps API,
Ruby,
prototype.js,
XHTML 1.1.
Posiadać:
blogrolkę na Bloglines,
favikonkę,
semantyczną składnię (cokolwiek to znaczy dla autora),
reklamy Google Adsense,
tagi.
Odwoływać się do:
Technorati,
flickr,
licencji Creative Commons,
tegoż walidatora,
Slashdota, Digga oraz del.icio.us,
Firefoksa.

All the rules of web 2.0 are provided by users of this site. The definition of web 2.0 changes on a daily basis. Now you can keep up with your web 2.0-ness since this site checks randomly against the most recent rules decreed by it's users.

Źródło.

To daje znakomity wgląd na to, jak ludzie postrzegają Web 2.0. Widać chwyt marketingowy podziałał. Popsuto ciekawe rozwiązanie (reguły zapytań pobierane są z del.icio.us), a ja coraz bardziej się przekonuję, że socjalizm nie jest przeznaczony dla rasy ludziej.

Ponadto, Appears to be web 3.0 cały czas mnie śmieszy. ;)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Blummy

Linkuję za Riddlem; mimo, że opisał tą aplikację już miesiąc temu, wydaje mi się, że warto o niej wspomnieć.

Ładny gadżet, ale na razie się do niego nie przekonam. Nie mam aż tak wielu przycisków na pasku szybkiego dostępu, by stawał się konieczny.

Tak, Blummy nadaje się głównie do trzymania wszystkich niemieszczących się (oraz nieużywanych zbyt często) skryptozakładek w jednym miejscu. Inne użycie jest mało wygodne z bardzo prozaicznego powodu - muszę wykonać co najmniej jedno kliknięcie więcej, niż odwołując się do elementu na samym pasku.

Co prawda, jest kilka miejsc, gdzie Blummy pokazuje prawdziwe możliwości - np. wyświetlanie formularza dodawania zakładki do del.icio.us (do czego też się nie przekonałem, bo korzystam często z podsuwanych mi przez system tagów). Na obecnym etapie rozwoju można to traktować bardziej jako proof of concept.

Siła serwisu tkwi w jego przyszłości. Jeśli nie zostanie zalany beznadziejnymi zakładkami oraz będzie można szybko wyszukać potrzebne - Blummy może stać się czymś więcej, niż tylko dodatkowym, Ajaxowym panelem do mojej przeglądarki.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Kolor różowy

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony wyjątkowo kontrowersyjnej sprawie, jaką jest... różowy kolor.

Okazuje się, że wielu ludzi odczuwa na myśl o nim niesmak. Delikatnie mówiąc. Kiwanie głową z politowaniem, parskanie śmiechem, miny obrzydzenia, czy ironicznego niedowierzania (zapewne z myślami typu: "Kpisz, czy o drogę pytasz?") to często spotykane reakcje na pytanie "czy lubisz różowy?".

W ząb nie rozumiem takiej reakcji. Czyżby biali ludzie nienawidzili jednego z naturalnych kolorów ich skóry? Potwierdzeniem może być degeneracja naturalnego wizerunku obecna w trendach mody. Tak jest, wampirza bladość wróciła do łask. Okazuje się, że zaróżowienie się jest oznaką słabości, która przecież plami honor! Ba, w środowisku szkolnym spotkałem się nawet z używaniem określenia "burak" na osobę, która oblewała się rumieńcem dość często (i to nie tylko ze wstydu/gniewu, tylko przy wyrażaniu jakichkolwiek gwałtownych emocji). Tylko, że zazwyczaj wyglądała ładniej, niż pozostałe. Ścianę to ja mam w domu.

A może chodzi o to, że przypadkowo określając się jako osoba lubiąca różowy kolor stajemy w oczach innych na równi z gronem postrzelonych nastolatek? Chwila, moment. Środowisko ma wmawiać jednostce, co jej wolno, a co nie? A co ich obchodzą moje preferencje? Mam prawo do robienia wszystkiego, póki nie będzie to szkodziło innym. A od reszty niech się serdecznie od... oddalą.

Ma ktoś chociaż jeden sensowny argument przemawiający przeciwko temu zacnemu kolorowi?

Ciekawe, że nikomu nie przeszkadza standardowy kolor gumek nasadzonych na ołówek. Bo jest on dziwnie... różówy. ;)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Przenoszenie do komentarzy? Dziękuję, postoję

Przeglądając różne jogi, nie używam żadnego czytnika rss. Zbędna to rzecz, gdy mamy powiadamianie na jabbera. Czytając stronę główną i z ciekawości zaglądając tu i tam, również tego nie robię, żeby nie zaśmiecać sobie folderu z LiveBookmarks. Wystarczy mi przejrzenie tytułów oraz kilku zdań, by poznać styl pisania osoby i już wiem, czy będzie warto zajrzeć jeszcze raz, czy nie.

Gdy już zacznę czytać regularnie czyjegoś bloga, mogę dodać go do śledzonych, lub nie. Wszystko jedno. Joggerbot także zmusza mnie do tej samej rzeczy - żeby poczytać wpisy, otwieram stronę główną czyjegoś bloga. W takiej sytuacji otwieram każdy nieprzeczytany wpis, którego początek, czy tytuł mnie zaciekawił w nowym panelu. Wyrzucam stronę główną z kolejki i przesuwam się w prawo.

Tworzenie własnych szablonów daje genialną możliwość umieszczania najważniejszych linków bezpośrednio pod tytułem. Nie muszę przewijać, nie muszę szukać końca wpisu, by znaleźć link do komentarzy. Środkowy przycisk myszki załatwia wszystko.

Prawie wszystko. Szlag może człowieka trafić, gdy za każdym razem, kiedy przechodzi do strony komentarzy, musi przewijać do góry, by przejrzeć treść. Co mi po nich, jeśli nie wiem, o co chodzi?

Nie czepiałbym się, gdyby link prowadzący od razu do komentarzy był pod wpisem w szablonie. Wtedy dość logiczną stałaby się sprawa, że jeżeli ktoś na niego kliknął, to zapewne przejrzał tekst znajdujący się powyżej. Ale, jeśli znajduje się pod tytułem, to jakim prawem autor może zakładać, że zapoznałem się już z jego wypowiedzią?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Alternatywne spojrzenie na problemy codzienne

Tekst ten będzie polemizował (a przynajmniej udawał, że to robi) z spojrzeniem ukazanym w notce Dzień Świra na blogu Zandramas.

A zaczęło się tak...

"A to peszek!"

8:30

Autobus? Jaki autobus... A, TEN autobus. Trudno. Szybki bilans zysków i strat... Jedna kartkówka mniej, jeden punkt mniej u nauczyciela, ale da się żyć. W końcu nie będzie zły w nieskończoność. Potem jeszcze angielski i francuski, klasówka i kartkówka. Hmm, pożyjemy, zobaczymy.

9:05

Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg. Wszędzie biało i szaro, a żołnierz musi iść do przodu... Mam lepiej, nie ciągnę ze sobą całej masy sprzętu, poza tym wiem, że niedługo będzie ciepło. To jeden z tych momentów, kiedy człowiekowi naprawdę chce się już być w szkole. Wierzę w wiele rzeczy, także w to, że udało mi się wrzucić wszystko do plecaka. Opuściłem fazę pożywiania się na rzecz mniejszego pośpiechu w innych czynnościach. Mówią, że nie samym chlebem człowiek żyje...

9:35

Drzwi. Ciepło. Tak jest, destination point reached. Co prawda brak mi tych precyzyjnie odmierzanych kilkudziesięciu minut, w których to spałem, ale może szczęście trochę mi pomoże w pisaniu sprawdzianu z języka. A brak pracy domowej z francuskiego? To dopiero następna lekcja, nie ma się co martwić.

Nieco później.
  • Geografia - jak mnie nie ma to i kartkówki być nie może, wiadomo. ;)
  • Angielski - freestyle. Nie liczyłem, ile razy już to mi pomogło. Jak każdy, trochę się denerwuję. Jednak... Czy zginę od tego?
  • Francuski - żyjemy! Szczęśliwie nic takiego się nie zdarzyło, a nawet dostałem całe 4 z ostatniej klasówki.
  • Nawet na innych lekcjach nie było tak źle - z polskiego tysz cztery.
13:15

Spotkałem koleżankę z autobusie, a autobus zrobił nam podwójnego psikusa - najpierw udał, że nie jest sobą, a potem, kiedy już w niego zwątpiliśmy, pokazał z powrotem swoją prawdziwą naturę. Brzydal, chrumkacz i w ogóle. A my znów o własnych siłach brniemy przez śnieg. Jak od wieków.

Prequel

Wentylator komputera to istne połączenie ambientu z noizem. Chodzi, bo tak prosiło rodzeństwo. Jakiś torrent się ściąga i ściąga. Niestety - całe to ustrojstwo nie daje mi spać. Chce, bym słuchał jego koncertów na dwa dyski i wiatrak. W innych okolicznościach powiedziałbym, że to jest to, co tygryski lubią najbardziej, ale teraz nasuwa mi się tylko: "Dajcie spać!".

A przecież tylu ludzi musi być na służbie o tej porze... Czy to jest sprawiedliwość?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

IE pod Linuksem

Linkuję za wpisem "Prosta instalacja IE pod Linuksem" na blogu Zakrna. Jest już tam opisany cały proces produkcyjny, aż do otrzymania gotowych produktów (wedle uznania - IE6 i/lub IE5.5 i/lub IE5) i nie będę go powtarzać.

Jakie wrażenia? Niestety - instalator ściąga około 250MB danych (gdy instalujemy wszystkie wersje IE), co oznacza, że na efekt końcowy będziemy musieli poczekać. Ale śmiało możemy zostawić działający skrypt w tle. Dosłownie potraktowano prostotę procesu, co oznacza, że po wyborze przeglądarek do zainstalowania reszta dzieje się automagicznie.

Wszystkie wersje przeglądarki mają domyślnie zainstalowany Flash. Podczas fazy zabawy z IE nie wykazałem błędów w działaniu. Nie ma dużych skoków wydajności - czas potrzebny do uruchomienia jest podobny, jak w przypadku Firefoksa. Mimo to, miło jest mieć IE (bla bla bla, jeden z flagowych produktów Microsoftu, bla bla bla, ja wam pokażę!), chociażby do testowania nowych layoutów. I ikonka jest ładniejsza, niż w oryginale.

Strona projektu.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Zsamplować /dev/urandom

Chyba każdy, kto zajmował się Linuksem przez pewien okres czasu zna jedno z nietypowych sposobów wykorzystania generatora pseudolosowego /dev/urandom do wytwarzania białego szumu.

Dla przypomnienia - kod najczęściej wygląda tak:
cat /dev/urandom > /dev/dsp

W moim przypadku wynikła jednak nieco inna potrzeba - potrzebowałem plik wave z zapisem tego szumu, miast słuchania go w wolnej chwili.

Jakoś nie widziało mi się bawienie się w czytanie specyfikacji formatu wave i ręczne wpisywanie nagłówków do pliku. Nie, jeśli chodzi tylko o chwilę rozrywki. Tak więc potrzebowałem prostego sposobu, który nie będzie sprawiać dużo kłopotu.

Z pomocą przyszło Google i Python. Okazuje się, że w pliku README biblioteki pyao opisano krok po kroku, jak to zrobić.

Wystarczy urpmi pyao (w innych dystrybucjach, niż Mandriva możliwe, że konieczna będzie ręczna instalacja pakietu - jednak w wypadku Pythona proces ten jest jeszcze łatwiejszy, niż w paczkach stworzonych przy pomocy autotools) i już możemy zgrywać szum do pliku.

Uruchamiamy shell Pythona i wpisujemy:
>>> import ao
>>> dev = ao.AudioDevice('wav', filename = 'myoutput.wav')
>>> f = open('/dev/urandom', 'r')
>>> data = f.read(1024*1024*8)
>>> dev.play(data)
Zamykamy shella.

8MiB to około 48 sekund szumu. Można się domyśleć, że i rozmiar pliku będzie niewiele większy.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Optimus MP3 Player

Player Optimus 200B, jeszcze niedawno temu, bo około półtora miesiąca temu kosztował w promocji Sklepu Nie Dla Idiotów (czyt. Media Markt) 111 zł. Cena kusząca, zwłaszcza, że z założenia miał służyć nie tyle do słuchania muzyki, co do przenoszenia niewielkich danych. Etap pośredni między wystawieniem pliku po http (dyskietkom już nie wierzę) a wypaleniem cd. 256 MB, czyli 245 MiB, dobrze spełnia swą rolę.

Po miesiącu użytkowania mogę już wyrazić swą opinię o tym sprzęcie. Konstrukcja jest raczej standardem - widziałem kilka zagranicznych playerów o tym samym wyglądzie i podobnych zdolnościach. Nie wiem jednak, kto pierwszy wdrożył tą technologię, przyznam się, że nie chciało mi się tego szukać.

Do jakości dźwięku raczej nie mogę się przyczepić. Zarówno odtwarzanego, jak i nagrywanego. W trybie zapisu nie ma automatycznej kompresji, przez co sama pamięć szybko się zapycha. Jest możliwość tworzenia plików .wav o niskiej, lub wysokiej jakości, jednak to odrobinę za mało, by nagrać coś większego, niż kilkuminutowe przemówienie.Dyktafon to wprawdzie tylko dodatek do odtwarzacza. Ze względu na dobrą jakość nagrań i tak dostaje u mnie plusa, chociaż małego. Testy przeprowadzone przeze mnie wykazały zadziwiający wynik - osiemdziesiąt minut nagrania w wysokiej jakości (a mamy do wyboru trzy tryby - wysoka jakość, niska jakość, nagrywanie głosu) zajmuje nieco ponad 25MB. Dzięki temu i dość dobrej jakości dźwięku, o której wspominałem, dyktafon dostaje dużego plusa.

Żałuję, że nie ma obsługi mpc (strona domowa kodeka Musepack) - zacny to standard, naprawdę, warto pokusić się o bliższe zapoznanie. Player odtwarza mp3/wma/wav, z czego dwa odpadają z oczywistych względów, co daje nam realnie jeden format muzyki. I nie pomoże tu możliwość wyświetlania tekstów piosenek w formacie LRC.

Wzmacniacz ma dość dużą moc wyjściową - spokojnie potrafi wysterować zwykłe słuchawki - nauszniki (nie mylić ze studyjnymi, jeszcze wiele im do tego brakuje). Wiedząc tyle, możemy podłączyć je do odtwarzacza - jednak już teraz bateria prosi nas, żebyśmy używali jej oszczędnie. Oczywiście zapomnieliśmy w kiosku kupić bliźniaczkę, a pech chciał, że akurat teraz temperatura spada do -15 stopni. Jest jednak wyjście! Podłączamy do usb (kabel w zestawie) i teraz możemy słuchać do woli, przy czym komputer stoi wolny. Posiadacze laptopowych maszyn do pisania wiedzą, że każdy procent użycia procesora i pamięci jest na wagę złota, a Foobar2000 zajmuje między 10% a 20%, zależnie od użytego kodeka.

Moja Mandriva nie radzi sobie zbytnio z kopiowaniem danych - często zdarza się jej zapisywać pliki na sobie. Nie wiem, czy to problem systemu, czy playera - a na Ubuntu nie sprawdzałem. Problem z zapisem plików leżał po mojej stronie, nie odmontowywałem playera poprawnie. Wyjaśnia to komentarz Paoola. Windows 2000 działa automatycznie, a do Windowsów 9x trzeba zainstalować sterowniki, które znajdują się na płycie dostępnej z pakietem - zajmują kilka MB.

Słuchawki są co najmniej dziwne. Nigdy nie wiem, z której strony jest lewa i prawa, ani jakim cudem to wszystko się znów zaplątało? Niestety, są też zbyt krótkie do czegokolwiek poza wpięciem odtwarzacza.

Do sterowania można się przyzwyczaić, ale gdybym nie zajrzał do instrukcji, w życiu bym nie pomyślał, że joya, z założenia przydatnego do przewijania piosenek, da się także wcisnąć. Pomysłowość ludzka nie zna granic.

Aha, zapomniałem dodać, że klapka od baterii czasami ma zwyczaj się wysuwać i gubić bez słowa.

TODO: Każdy, kto poznał płytę Hydra Head Nine - Kod, wie, że trzeba dobrze się przysłuchać, by znaleźć tam muzykę. Do sprawdzenia jest współbrzmienie tych dźwięków z tymi generowanymi przez miasto.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Z ogłoszeń szkolnych

... czyli co ostatnio mnie rozbroiło całkowicie, zmuszając do niekontrolowanych napadów rechotu na samą myśl o tym.

Jedna puszka rozkłada sie w ziemi przez 100 lat! Jeśli wrzucisz ją do pudełka w szatni lub w harcówce, stanie się surowcem wtórnym i nie zanieczyści gleby!

Treść ulotki.

Notka wydaje się nieco naciągana, ale uchodzi w tłoku. Ale oczywiście pojawiły się i komentarze.

Jeżeli wrzucisz do kwasu rozłoży się prędzej. =)

Dopisek numer 1.

Tak, ale ulegnie pasywacji. Jeśli jest aluminiowa - lepsza mocna zasada. =)

Dopisek numer 2.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
Wcześniejsze wpisy Na górę Późniejsze wpisy
Reklamy Google