Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Alternatywne spojrzenie na problemy codzienne

Tekst ten będzie polemizował (a przynajmniej udawał, że to robi) z spojrzeniem ukazanym w notce Dzień Świra na blogu Zandramas.

A zaczęło się tak...

"A to peszek!"

8:30

Autobus? Jaki autobus... A, TEN autobus. Trudno. Szybki bilans zysków i strat... Jedna kartkówka mniej, jeden punkt mniej u nauczyciela, ale da się żyć. W końcu nie będzie zły w nieskończoność. Potem jeszcze angielski i francuski, klasówka i kartkówka. Hmm, pożyjemy, zobaczymy.

9:05

Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg. Wszędzie biało i szaro, a żołnierz musi iść do przodu... Mam lepiej, nie ciągnę ze sobą całej masy sprzętu, poza tym wiem, że niedługo będzie ciepło. To jeden z tych momentów, kiedy człowiekowi naprawdę chce się już być w szkole. Wierzę w wiele rzeczy, także w to, że udało mi się wrzucić wszystko do plecaka. Opuściłem fazę pożywiania się na rzecz mniejszego pośpiechu w innych czynnościach. Mówią, że nie samym chlebem człowiek żyje...

9:35

Drzwi. Ciepło. Tak jest, destination point reached. Co prawda brak mi tych precyzyjnie odmierzanych kilkudziesięciu minut, w których to spałem, ale może szczęście trochę mi pomoże w pisaniu sprawdzianu z języka. A brak pracy domowej z francuskiego? To dopiero następna lekcja, nie ma się co martwić.

Nieco później.
  • Geografia - jak mnie nie ma to i kartkówki być nie może, wiadomo. ;)
  • Angielski - freestyle. Nie liczyłem, ile razy już to mi pomogło. Jak każdy, trochę się denerwuję. Jednak... Czy zginę od tego?
  • Francuski - żyjemy! Szczęśliwie nic takiego się nie zdarzyło, a nawet dostałem całe 4 z ostatniej klasówki.
  • Nawet na innych lekcjach nie było tak źle - z polskiego tysz cztery.
13:15

Spotkałem koleżankę z autobusie, a autobus zrobił nam podwójnego psikusa - najpierw udał, że nie jest sobą, a potem, kiedy już w niego zwątpiliśmy, pokazał z powrotem swoją prawdziwą naturę. Brzydal, chrumkacz i w ogóle. A my znów o własnych siłach brniemy przez śnieg. Jak od wieków.

Prequel

Wentylator komputera to istne połączenie ambientu z noizem. Chodzi, bo tak prosiło rodzeństwo. Jakiś torrent się ściąga i ściąga. Niestety - całe to ustrojstwo nie daje mi spać. Chce, bym słuchał jego koncertów na dwa dyski i wiatrak. W innych okolicznościach powiedziałbym, że to jest to, co tygryski lubią najbardziej, ale teraz nasuwa mi się tylko: "Dajcie spać!".

A przecież tylu ludzi musi być na służbie o tej porze... Czy to jest sprawiedliwość?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
17 lutego 2006
Tagi:
Reklamy Google
Na górę
Przejdź do komentarzy
Dodaj komentarz