Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Kolor różowy

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony wyjątkowo kontrowersyjnej sprawie, jaką jest... różowy kolor.

Okazuje się, że wielu ludzi odczuwa na myśl o nim niesmak. Delikatnie mówiąc. Kiwanie głową z politowaniem, parskanie śmiechem, miny obrzydzenia, czy ironicznego niedowierzania (zapewne z myślami typu: "Kpisz, czy o drogę pytasz?") to często spotykane reakcje na pytanie "czy lubisz różowy?".

W ząb nie rozumiem takiej reakcji. Czyżby biali ludzie nienawidzili jednego z naturalnych kolorów ich skóry? Potwierdzeniem może być degeneracja naturalnego wizerunku obecna w trendach mody. Tak jest, wampirza bladość wróciła do łask. Okazuje się, że zaróżowienie się jest oznaką słabości, która przecież plami honor! Ba, w środowisku szkolnym spotkałem się nawet z używaniem określenia "burak" na osobę, która oblewała się rumieńcem dość często (i to nie tylko ze wstydu/gniewu, tylko przy wyrażaniu jakichkolwiek gwałtownych emocji). Tylko, że zazwyczaj wyglądała ładniej, niż pozostałe. Ścianę to ja mam w domu.

A może chodzi o to, że przypadkowo określając się jako osoba lubiąca różowy kolor stajemy w oczach innych na równi z gronem postrzelonych nastolatek? Chwila, moment. Środowisko ma wmawiać jednostce, co jej wolno, a co nie? A co ich obchodzą moje preferencje? Mam prawo do robienia wszystkiego, póki nie będzie to szkodziło innym. A od reszty niech się serdecznie od... oddalą.

Ma ktoś chociaż jeden sensowny argument przemawiający przeciwko temu zacnemu kolorowi?

Ciekawe, że nikomu nie przeszkadza standardowy kolor gumek nasadzonych na ołówek. Bo jest on dziwnie... różówy. ;)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
20 lutego 2006
Tagi:
Reklamy Google
Na górę
Przejdź do komentarzy
Dodaj komentarz