Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Dziś w Internecie, jutro w Gazecie Riddle

Krótki disclaimer: wpis ten miał mnie rozładować po przeczytaniu tych wszystkich, o Matko! jak ważnych dyskusji nt. zablokowanych komentarzy tudzież innych różnic narodowościowych. Jeśli znajdziesz się w mojej sytuacji, mam nadzieję, że i Tobie pomoże. Skrótem: śmiesznie, dosadnie i z morałem.

Smaruje się go bardzo dobrze, jak masełko z szafki w lecie przy upale plus trzydziestu stopni w cieniu. To właśnie Riddle. Siedzi ze swoimi fanatykami w ukryciu i knują kolejny plan zawładnięcia światem. Powoli, w wyniku długiej, kilkudniowej burzy mózgów (w której pewna grupa pomysłów była przez długi czas wykopywana i zakopywana z powrotem, jako że nie było porozumienia), narodziło się czyste zło, a wręcz zuoo.

Tymczasem, w odległym zakątku Polski, komisja do spraw burz mózgów uznała, że niektóre głosy za zakopaniem były nieważne, a zgromadzenie powinno się powtórzyć. Zakopywaczy ukarać, a wieśniaków (nie wszystkich, nie od dziś wiadomo, że nie każdy wieśniak jest wieśniakiem) odesłać na wieś, gdzie będą mogli z powrotem zająć się rozwojem i administracją modułów Muu i Kwik.

Wieśniacy się zbuntowali i po długich rozmowach z Wielkim Prorokiem Ojcem Dyrektorem tudzież Matką Teresą Ciemiężonych, Złotą Rączką i Prawie Że Designerem, Zaokrąglonym Rogiem Piotrem "Riddle" Petrusem, wyprosili na nim wielką tablicę na jego opiniotwórczym podwórku, położonym według informacji moich informatorów, jedną nogą na Zachodzie, drugą w Polsce, a tak ogólnie to pewnikiem gdzieś na Olimpie.

I słowo się wypełniło: miast jednej, dwie dał tablice z wyłożonymi argumentami dla wybranego ludu, a niewierni pluli i szydzili. Do tablic jednak nie było możliwości dopisania czegokolwiek - wszystkie metalowe pręty gięły się po spoczęciu na twardej, połyskliwej powierzchni tablic, a nad głowami rozlegał się przeraźliwy jazgot i wielka czerwona kometa spadała, kreśląc warkoczem w przestrzeni litery KOMENTARZE WYŁĄCZONE.

I ludzie, którym komety przeszkodziły w dopełnieniu celu, zaczęli stawiać tablice w swoich poletkach. Jedni byli agresywni, drudzy spokojni, trzeci znów poprawiali boski plan Miłośnika Gustownego Gradientu. I szum narastał, ludzie na tablice wpadali, uciekali, kryli się... Nic nie pomogło. Inni byli w swoim żywiole. Wypowiadali się, co by lepiej zrobili, kwestionowali, nawracali na własne religie, popierali, kłocili i nabijali statystyki Twórcy Wielkiego Zielonego Layoutu z Kosmosu.

A nieniejszy autor tych słów boi się zajrzeć do lodówki.

A jego znajomych już dopada mania - chcą koszulki!

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
11 lipca 2006
Tagi:
Reklamy Google
Na górę
Przejdź do komentarzy
Dodaj komentarz