Mushishi, podejście drugie
O tym anime pisałem jakiś czas temu. Tym razem mniej słów, a więcej obrazów.
Klimat anime bije na głowę wygląd powyższego. Wierzcie mi na słowo, bądź zobaczcie sami. Stąd można ściągnąć kolejne odcinki.
O tym anime pisałem jakiś czas temu. Tym razem mniej słów, a więcej obrazów.
Klimat anime bije na głowę wygląd powyższego. Wierzcie mi na słowo, bądź zobaczcie sami. Stąd można ściągnąć kolejne odcinki.
Oto prawdziwy lis ognisty. Jest tak słodki, że developerzy Mozilli powinni bez zastanowienia uczynić go swą maskotką. Stare, ale nie mogłem nie zapostować. Ten zwierzak jest śliczny.
Z powodów, których część wymieniłem we wpisie Dwie rzeczy, których mi brakuje w blogach, istnieje duża szansa, że zabiorę się wreszcie za projekt wykonania bloga za pomocą frameworka Django.
Mam jednak wrażenie, że technologie, które zapisałem sobie na kartce, już teraz czynią ten projekt przestarzałym. Właśnie dlatego kieruję zapytanie do Was, drodzy czytający - co powinienem wykorzystać, aby być na czasie?
Proszę o wszelkie pomysły, nieważne od tego, jak dziwne by były - chciałbym mieć jak największe rozeznanie w temacie.
Dzisiaj zostaną przed wami odsłonięte najmroczniejsze tajemnice hakowania Gadu-Gadu. Tego jeszcze nie było!
Hakowanie emacsem przez sendmail już dawno wyszło z mody, a to dzięki nowoczesnej metodzie wypracowanej przez jednego z dyskutantów mrocknej grupy alt.pl.comp.os.hacking.
Nastaw się na szok, bo otrzymasz wiedzę, jak hakować Gadu-Gadu Notatnikiem! Gotów?
From: sumar <sumar@onet.eu> Newsgroups: alt.pl.comp.os.hacking Subject: Re: gadu gadu po raz kolejny Date: Sun, 23 Jul 2006 17:54:16 +0200 Organization: "Portal Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl" Lines: 13 Message-ID: <sumar.1153669915@news.gazeta.pl> References: <e9v9o7$98e$1@nntp.aioe.org> NNTP-Posting-Host: 213-238-99-171.adsl.inetia.pl Mime-Version: 1.0 Content-Type: text/plain; charset=ISO-8859-2 Content-Transfer-Encoding: 8bit X-Trace: inews.gazeta.pl 1153670232 19595 213.238.99.171 (23 Jul 2006 15:57:12 GMT) X-Complaints-To: usenet@agora.pl NNTP-Posting-Date: Sun, 23 Jul 2006 15:57:12 +0000 (UTC) X-User: sumar.pl Xref: atlantis.news.tpi.pl alt.pl.comp.os.hacking:168305 Krzysztof Upek: > Po raz kolejny poruszam ten sam problem ponieważ temat nie został nigdy > wyczerpany do końca. Po pierwsze czy najnowsze aktualizacje do notatnika > nie blokujom portów hakowania (ang. haking port) oraz czy starsze wersje > painta (chodzi mi dokładnie o te z windowsa 2000) lepiej nadajom sie do > hackingu gadu gadu, potrzebuje konkretnie prześwietlić wszystkie rozmowy > mojej byłej dziewczyny ponieważ podejżewam że jeszcze jak chodziliśmy ze > sobom już rozmawiała na czacie z moim najlepszym przyjacielem. Ja kiedyś hakowałem Gadu-Gadu notatnikiem. Polegało to na edycji definicji emotikon. Wstawiłem pod większość liter emotikon <dupa> co uniemożliwiało sensowny odczyt wiadomości.
Korzystanie z linków przesyłanych do ekg2, szczególnie, jeśli komunikator uruchomiliśmy na serwerze i łączymy się z nim poprzez ssh, jest dość niewygodnym zadaniem. O ile korzystając z iksowego terminala możemy zaznaczyć i przekopiować linka (bądź skorzystać z natywnej obsługi w gnome-terminal, czy modyfikacji rxvt), to przy używaniu komunikatora poprzez framebuffer console (czy ma to określenie jakąś polską nazwę?) musielibyśmy przepisywać linki ręcznie, a nie o to nam chodzi.
Z pomocą przyjdzie nam jak zwykle Python, w którym napiszemy prosty wykrywacz przesyłanych nam linków, oraz program urlview napisany przez Michaela Elkinsa, który pozwoli wyświetlić je w banalnie prostym interfejsie opartym na ncurses i uruchomić je za pomocą dowolnej przeglądarki.
Skrypcik znajdzie się tutaj - wszystko co robi, to sprawdzanie za pomocą prostego wyrażenia regularnego, czy w danej wiadomości znajduje się link; jeśli tak, zapisuje go do ~/.ekg2/links.
Następnie edytujemy plik ~/.urlview i wpisujemy tam sposób uruchamiania naszej najlepszej przeglądarki:
Opera (na workstacji):COMMAND opera -newpage %sElinks (na serwerze):COMMAND elinks %s
Ustawienia te są przykładowe - dla elinksa możnaby postarać się o uruchamianie przeglądarki w nowym oknie screena, o ile nie jest już uruchomiona, w przeciwnym przypadku otwierać tylko nową kartę.
urlview ma jedną, bardzo wielką zaletę - żaden wyświetlony w nim link się nie powtarza - więc gdy dostaniesz dziesięć powiadomień na Joggera, w programie zobaczysz nadal tylko jeden link.
Teraz już wystarczy uruchomić odpowiednie polecenia:
Aby uruchomić urlview na workstacji: $ ssh serwer cat ~/.ekg2/links | urlview Aby uruchomić urlview na serwerze: $ urlview ~/.ekg2/links
Wypadało by także co pewnien czas, na przykład co tydzień lub co miesiąc czyścić plik ~/.ekg2/links.
Poprzednie części artykułu: pierwsza i druga.
ins i delsup, subbig i smalladdressFormat daty stosowany w HTML:
YYYY[-MM[-DD[Thh:mm[:ss[.s]]TZD]]]
Już tłumaczę. Sądzę, że najmniej zrozumiałą rzeczą okażą się nawiasy kwadratowe. Dane wyrażenie znajdujące się wewnątrz nawiasów kwadratowych nie jest konieczne. Jednak, często się okazuje, że nie można pominąć wyrażenia A, jeśli chcemy zapisać wyrażenie B. W tym przypadku pomocne okazuje się zagnieżdżanie w sobie poszczególnych nawiasów: [A [B]]. Czyta się to tak: Nikt nie każe nam podawać A i B, ale jeśli chcemy zapisać B, to musimy zapisać A. Powyższy przykład jest tylko bardziej rozbudowanym.
Literki T pomiędzy datą, a godziną, nie zmieniamy. Służy ona tylko do ich rozdzielania.
Poprawne daty:
0895
1721-12
1856-02-25
1900-01-01T22:04Z
2000-04-23T12:05:16+02:00
3000-03-02T15:12:12.22+01:00
Nie zudziłem? To wracajmy do nauki o znacznikach.
ins i delZnacznik ins służy do zaznaczania, że dana treść została wstawiona. del oznacza treść za niebyłą. Przeznaczenie pierwszego nie budzi wątpliwości. Jednak czemu zamiast usuwać treść, otaczamy ją znacznikiem? Wystarczy wyobrazić sobie następujący przykład.
Blogger opisał pewne rozwiązanie problemu. Było ono nieładne - zastosował kilka obejść, których nie trzeba było robić, gdyby skorzystać z pewnego sprytnego narzędzia, co wskazał mu jeden z komentujących. Potem wywiązała się dyskusja na temat idealnego wyjścia. Wreszcie wszyscy osiągnęli rozsądny konsensus i blogger postanowił poprawić swój wpis, aby opisać w nim to nowe, lepsze rozwiązanie. Gdyby usunął teraz swój wcześniejszy sposób, ciężko byłoby zrozumieć sens tej dyskusji. Dlatego nasz blogger świadomie wstawił przestarzały tekst w znaczniki del, a nowe rozwiązanie zawarł wewnątrz ins.
Co jeszcze wypada nam wiedzieć na wypadek, gdybyśmy stanęli w sytuacji naszego bloggera? Oba znaczniki mają dwa przydatne atrybuty. Pierwszy to cite, które podobnie jak w cytatach wskazuje na URL, do którego się odwołujemy, np. na komentarz osoby, która podała idealne rozwiązanie. Drugim jest datetime, oznaczający czas wprowadzenia zmiany. Sposób zapisu czasu znajduje się powyżej.
Podobnie, jak w przypadku cytatów, i tu można zapisać odnośnik do źródła wewnątrz znacznika cite. Bardzo często spotykam się z umieszczaniem go wewnątrz znacznika ins, czy też del, czyli odwrotnie, jak podczas cytowania. Jest w tym pewna logika, jednak mimo to, pozostanę przy poprzednim sposobie. Dlaczego? W przyszłości do przezentacji źródła będzie wykorzystywana treść generowana przez style CSS bezpośrednio z atrybutu cite. Już teraz można zauważyć przykłady, choć nierozpowszechnione. Najczęściej taką generowaną treść umieszcza się zaraz za znacznikiem.
Zastrzegam, że to jest tylko mój wybór i niekoniecznie trzeba się z nim zgadzać. Ba, mogę się przychylić nawet do jakiegoś konkretnego argumentu przeciw.
Jeszcze jedna, ważna uwaga. ins i del mogą być elementami liniowymi i blokowymi, zależnie od ich położenia. Oczywiście - będąc elementami liniowymi, nie wolno im przechowywać elementów blokowych. Tak więc nie jest dozwolone umieszczanie nowego akapitu wewnątrz znacznika ins/del, który już w akapicie się znajduje.
Przykład (działanie): ins jest tutaj elementem blokowym:<ins datetime="2006-07-22T13:30+02:00" cite="http://example.org/art"> <p>Teraz działa lepiej!</p> </ins> <p>Źródło: <cite><a href="http://example.org/art">http://example.org/art</a></cite></p>a del - liniowym:<p><del>zarzułć</del></p>
sup, subGdy chcemy zaznaczyć komuś, że jesteśmy skołowani do kwadratu, w mailu napisalibyśmy skołowany^2. Ale skoro HTML, to dla idei trzeba pisać masę dodatkowych literek, bo tego wymaga partia miłośników znaczników. Dlatego mamy znaczniki indeksu górnego i dolnego.
sub jest znacznikiem indeksu dolnego, i pomoże nam zapisać Ładną Cząsteczkę. sup określa w tym przypadku, jak można się domyślać, indeks górny, który posłuży nam do zapisania naszego skołowacenia.
Kod (działanie): Indeks górny:skołowany<sup>2</sup>Indeks dolny:HClO<sub>4</sub>
Notatka: Nie powinno się stosować razem z tekstem o stałej szerokości. pre i tt odpadają.
big i smallEksponowaniem rozmiarów różnorakiego tekstu zajmują się znaczniki big oraz small. Do poprawek kosmetycznych i ogólnego mejkapu naszej strony się nadaje, ale należy pamiętać, że nie są niczym innym, jak tylko dekoracjami.
Przykład działania (efekt):
<big>słoń</big> i <small>myszka</small>
Notatka: Podobnie jak w przypadku indeksów, nie należy używać tych znaczników tam, gdzie zastosowano stały rozmiar czcionki.
addressaddress to ciekawy znacznik. Jego opisy w różnych mądrych źródłach różnią się od siebie, tak więc posłużę się tu bezpośrednio specyfikacją języka HTML.
Element
addressmoże zostać wykorzystany, aby zapewnić informacje o kontakcie z autorami całego dokumentu lub znaczącej jego części (przykładowo, formularza).
Źródło: HTML 4.01 Specification: The global structure of an HTML document: The ADDRESS element.
Jak widać, dzięki temu znacznikowi możemy się lansować. Koniecznie umieśćmy go we wszystkich dokumentach napisanych przez nas. Jak wiadomo, dobra promocja jest kluczowa w biznesie.
Przykład (działanie):
<address>
<a href="http://kowalski.pl/">Jan Kowalski</a>,
a także grupa pl.misc.aczkolwiek.
</address>
Notatka: Choć address jest znacznikiem blokowym, nie może zawierać wewnątrz innych znaczników blokowych. Ładne podzielenie informacji kontaktowych na listę, lub paragrafy odpada.
Tak jest, zostały już opisane właściwie wszystkie ważniejsze znaczniki, które nadają się do edycji tekstu. Poznaliśmy w dużej mierze semantykę HTMLa, która, gdyby wszędzie obecna, mogłaby ulepszyć Internet. Żeby nie zabrzmiało to fanatycznie, podam konkretne przykłady - raj dla wyszukiwarek o niebo inteligentniejszych od Google oraz dostępność stron, za którą wielu ludzi chętnie podziękuje.
Wypada podać źródła, z których korzystałem. A więc: Specyfikacja HTML 4.01, Tommy Olsson - Zapomniane znaczniki, przetłumaczona przez Łukasza Grabunia, opis znaczników autorstwa Macieja Łebkowskiego, który także wspierał się na dokumencie Łukasza, oraz opisie znaczników HTML na w3schools.com.
Tym razem nie będzie własnego testu, bo nie chce mi się go robić, poza tym nie mam ręki do pisania ładnych egzemplarzy. Za to polecam zastanowienie się nad zadaniami na już wspomnianej stronie Macieja o semantyce. Nie dość, że same zadania rozwijają, to można przejrzeć także rozwiązania innych i wysnuć odpowiednie wnioski.
Ze swojej strony proszę o jakieś pomysły na następne artykuły, bo taki artykuł raz na pewien czas to przyjemna zabawa, organizacja i przypomnienie własnych wiadomości, a socjalistyczna myśl, że może się to ogółowi przydać, to odpowiednia nagroda dla piszącego. Najlepiej mailem, bo wtedy będę mógł wygodnie posegregować te wiadomości.
Kilka dni temu, Piotr Konieczny opisał komunikator internetowy, oparty na sieci Jabber, z interfejsem w postaci strony www. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa rozwiązania, niespotykane na innych serwerach. Istnieje możliwość transportu innych jabberowych kontaktów. Jest także widżet o nazwie Meebo me, który umieszczony na stronie www, staje się anonimowym klientem Jabbera, oferującym szybki kontakt z posiadaczem konta Meebo.
Korzystając z komunikatora Meebo, autoryzacja tych kontaktów odbywa się automagicznie, i można niezwykle prosto porozumieć się z nimi. Ale wymaga to otwartej karty przeglądarki. Korzystając z innych komunikatorów1, sprawa już nie wygląda tak prosto. Każdy kontakt trzeba ręcznie zautoryzować, co jest męczące przy większej popularności Twojej strony.
W ekg2, prawdopodonie najlepiej programowalnym komunikatorze obsługującym sieć Jabber, całą czynność da się zautomatyzować. Właśnie dlatego powstał projekt meebome-ekg2.
Skrypt co dziesięć sekund sprawdza, czy pojawił się nowy kontakt, którego serwerem jest guest.meebo.org. Jeśli tak, autoryzuje go i dodaje do listy jako GuestX, gdzie X to pierwszy niezajęty numer. Następnie, jeśli kontakt ten staje się niedostępny, usuwa go z listy. Oczywiście, cała operacja nie narusza innych kontaktów. Bardzo wygodne.
Więcej informacji można znaleźć w pliku README.
Pomysł ten pojawił się już pewien czas temu w mojej głowie. Zawierać będzie pewne uproszczenia, chociażby ze względu na stan dzisiejszej wiedzy o strukturze umysłu, a dodatkowym ograniczeniem jest też moja wiedza, która z wiedzą wszystkich badaczy, choć niewielką, również nie może się równać. Inspiracje są dwie - najpierw kilka z trudem przeczytanych stron wstępu do Summy Technologiae Lema, a ostatnio nowy wynalazek konstruktorów mikroelementów (teraz już nanoelementów), cząsteczka poddająca się kontrolowanej polaryzacji o wielkości 1,5 nanometra.
Wracając do pierwszej inspiracji, mogę śmiało stwierdzić, że daje wiele do myślenia. Dokładnego cytatu tu nie przytoczę, ale rzecz sprowadzała się do faktu, że Natura stworzyła nas rozumnymi (oczywiście drogą doboru naturalnego), ponieważ dawało nam to największe przystosowanie do życia w środowisku. Można więc przykładowo dojść do wniosku, że możliwość podejmowania świadomych decyzji zależała np. od powtarzających się co pewien czas zlodowaceń. Ze względu na brak innych atrybutów, które dawałyby nam przewagę nad mniejszymi zwerzętami (chociażby szybkość, siła, czy też możliwość widzenia nocą), wszystko musieliśmy wypracować z pomocą naszego umysłu. Najprawdopodobniej, obok nas znajdowało się wiele innych, mniej, lub bardziej rozwiniętych małpoludów, którzy nie przetrwali panujących warunków, co skończyło się podziałem na małpy i ludzi.
Przyjmując to za aksjomat, możemy zaobserwować dwie rzeczy - aby rozwinąć świadomość, potrzeba możliwości jej zaistnienia, oraz przyczyny, dla której powstanie.
Teraz mała dygresja - skoro tak, to gdy dojdziemy do poziomu, gdzie każdy będzie miał jedzenie i zabawki (w dowolnym pojmowaniu tego słowa) na wyciągnięcie ręki, okaże się, że świadomość przestanie nam być potrzebna, i może wreszcie staniemy się łagodnym bydłem.
Zastanówmy się teraz nad podstawową, fizyczną budową mózgu. Jakby nie patrzeć, jest to bardzo pojemna pamięć, która posiada możliwość łączenia różnych relacji ze sobą. Pamięć ta ma możliwość przyjmowania sygnałów oraz, korzystając z relacji, kojarzenia faktów z nimi powiązanych, a następnie zwracania odpowiednich sygnałów, tym razem odpowiadających za reakcję.
Pamięć jest podzielona na kilka sektorów - pierwszy zawiera elementarne odruchy i jest najniższym jej typem. Drugi, najmniej poznany, to podświadomość, a trzeci to świadomość. I tutaj można przyrównać do niej (generalizując, oczywiście) system operacyjny, gdzie nie musisz wiedzieć nic o poszczególnych elementach składających się na komputer, by go użytkować.
Jedną z rzeczy, którą posiadamy, to automatyczne usuwanie bądź degradowanie niepotrzebnych wiadomości - wnioskuję, że bez tego, w wieku kilkudziesięciu lat potrzebowalibyśmy bardzo długiego czasu, aby przekopać się przez wszystkie informacje związane z czymś, by dotrzeć do jednej informacji, której potrzebujemy.
Nieznana jest nam natomiast szybkość i pojemność mózgu. Niewiadomo, czy gdyby spiąć odpowiednio wszyskie komputery na świecie w jedną, odpowiednią sieć, mogłyby one konkurować z pojedynczym mózgiem. Wiadome są nam natomiast pewne testy wydajnościowe - np. możliwość odtwarzania całych filmów we wspomnieniach w mgnieniu oka, czy też pamiętanie muzyki, obrazowy język programowania, którym posugłujemy się tylko w wyobraźni, nie mogąć znaleźć odpowiedniego sposobu komunikacji z innymi, by móc prekazać tak wielkie dane.
Pomyślmy sobie teraz o przykładowym obiekcie sztucznej inteligencji. Możemy postawić sobie pewną dość logiczną tezę: aby jego umysł działał poprawnie, poszczególne jego elementy powinny być jak najbliżej siebie. Aby brzmiało to ładnie, można założyć, że bez odpowiedniego współczynnika gęstości pamięci: cośtamBajt/cm3, nie możemy marzyć o stworzeniu działającej SI. Dlatego właśnie, odkrycie tak małego elementu konstrukcyjnego, jak wyżej wspommniany uważam za duże osiągnięcie idące w tym kierunku.
Oczywiście, im więcej sygnałów dochodzących do niego, tym szybciej się nasz obiekt nauczy je rozpoznawać. Zauważmy, że dziecko uczy się używać samego mózgu i narządów zmysłu w ciągu kilku lat, więc po maszynie nie można wymagać, że od razu uzna wszystko za naturalne.
Jak to dziecko poznaje właściwą metodę np. widzenia? Korzystając z innych zmysłów, które są prostsze, a pozwolą mu dotknąć obiekt. Jest to dość skomplikowane (bo trzeba przyjąć fakt, iż wszelkie wytwarzanie się relacji w mózgu poza zmianami, które odczuwamy wywołuje rekursywne zmiany w wielu innych sektorach pamięci, które są o wiele subtelniejsze, a skutkują przypominaniem sobie czegoś zupełnie niezwiązanego z tematem, gdy zastanawiamy się nad nim), ale ogólnie sprowadza się do wylosowania pewnej grupy możliwości, testowania po kolei metodą prób i błędów wyników, póki nie dadzą wszystkie jednolitego odczytu. Można przypuszczać, że gdyby nie pozwolić mu się ruszać i obracać głowy podczas rozwoju, miałoby kłopoty z poprawnym rozpoznawaniem sygnałów płynących ze zmysłów.
A uczucia? Jeśli przyjąć je za wywoływane sygnałami wychodzącymi wstrzykiwane neuroprzekaźniki do organizmu, i to jesteśmy w stanie zasymulować naszej maszynie, wprowadzając systemy wykonawcze, które będą mogły np. polepszyć działanie całego układu, kiedy dostarczany jest odpowiedni sygnał. Oczywiście, obiekt nie może mieć bezpośredniego dostępu do tego. Z pewnym czasem nauczy się, że wykonując odpowiednie czynności czuje się lepiej. Więc zacznie je robić znowu. Niezwykle proste, ale przecież budowanie układów przystosowujących się polega tylko na określeniu pewnych prostych założeń.
Wniosek - gdy poznamy dogłębnie budowę naszego umysłu, wtedy prawdopodobnie stworzenie odpowiednika człowieka nie będzie zbyt trudne. Inna sprawa, czy poznanie własnego umysłu mieści się w jego zasięgu?
A pytaniem dnia jest - czy robot będzie mógł osiągnąć telepatię?
Odpowiedź jest taka sama - gdy dowiemy się, czym jest telepatia, to będziemy mogli chociaż spróbować ją naśladować.
Jeśli ktoś nieznajomy odezwie się do Ciebie, zaczynając z wielkiej litery, używając poprawnego języka, możesz być pewnym, że jest botem, który wysyła linki do stron z wirusami
- a twórcy tych wirusów niech wyciągną z powyższego wnioski.
Bibloteka libAlpha to nowa, wspaniała droga uzyskania całkowicie konfigurowalnej obsługi przezroczystości na Twoim pulpicie. Dzięki najnowszym rozwiązaniom opracowanym w naszych laboratoriach, Twój pulpit może być bliższy niż przedtem.
Składa się z trzech modułów: TransparentBG, odpowiadającego za przezroczyste pośredniczenie pomiędzy sterownikiem graficznym a systemowym serwerem graficznym; ActiveLayer, moduł odpowiadający za przetwarzanie warstwowe, oraz CoreEN, silnik obliczający właściwy kolor pojedynczego piksela.
Poszukiwanie idealnego rozwiązania pozwoliło na opracowanie systemu, które jest całkowiecie przezroczyste dla użytkownika, szybkie i zajmujące mało pamięci oraz wygodne w konfiguracji dla administratorów.
Przykładowy plik konfiguracyjny znajduje się tutaj.
Po ręcznym włączeniu, powinien pojawić się komunikat: libAlpha system initialized. Od tego momentu wszystko powinno uruchamiać się automatycznie ze startem systemu.
Na części kart graficznych może być problem z automatycznym ustawianiem trybu wyświetlania - należy zmienną
graph_vis_typezmienić na odpowiadającą wartość z tabelki podanej na stronie projektu.
Korzystając z powyższego materiału, będąc szczęśliwym użytkownikiem tejże biblioteki, napisz krótki artykuł o instalacji i korzyściach płynących z niej. Można zrobić to na wiele sposobów; nie martw się, jeśli wykorzystasz tylko część znaczników. Oczywiście, istnieje także możliwość użycia wszystkich, o których była mowa poprzednio.
Przykłady do zachowania dla siebie - jeśli koniecznie chcesz, bym go sprawdził, wyślij kod w załączniku na maila. Nie ma sensu wypisywać rozwiązań w komentarzach.
Miłego rozwiązywania łamigłówki.
A dokładniej - Gwiazdy spadają w sierpniu - montaż na słowa i pamięć.
Spektakl realizowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego, w reżyserii Mariusza Libera. Jedno z niewielu, które, nie tracąc nic ze swej nowoczesnej formy potrafią poruszyć człowieka. Chcemy, by to było swoiste misterium, w którym będą się przeplatać głosy i twarze tych, którzy walczyli o stolicę, z twarzami współczesnych aktorów
- dyrektor Muzeum Jan Ołdakowski (#).
Ale, gdyby spektakl miał tylko formę przemówień, to nie wywarłby na mnie (z pewnością również na wielu innych) wrażenia. Dlatego też całość okraszona jest koncepcyjnie przemyślanym widowiskiem audiowizualnym, na które zwykłem mówić son et lumiere.
Son... Nowoczesność, nowoczesność i jeszcze raz nowoczesność. Ogólnie mówiąc, muzyka eksperymentalna, nieco dokładniej - instrumental ambient i noise turntablism; grupa Deckonstrukcja przy gramofonach, oraz dwóch muzyków, Raphael Rogiński i Paweł Szambusrki. Pierwszy grał na gitarze dwunastostrunowej, a drugi na klarnecie. Razem tworzyło to niezwykły efekt.
Lumiere... Nietrudno się domyśleć, że i wizualna oprawa nadążała stylem za dźwiękową. Tak więc czarno-białe zdjęcia z archiwów Muzeum pokazywane w szybkich sekwencjach, zapętlone, przeskakujące, jak gdyby coś się popsuło. Można się spodziewać, że wprowadzało to elementy niepokoju.
Póki co, składając te dwa elementy wyszedł koncert muzyki eksperymentalnej, który, oprócz doznań estetycznych, niewiele przekazuje. Gdzie więc te słowa i pamięć, o których mowa w tytule spektaklu? I do czego byli potrzebni aktorzy?
Muzykę i sekwencje zdjęć stworzono jako podkład i tło do gry aktorów, którzy cytowali materiały z Archiwum Historii Mówionej. Wszystkie anegdoty, które opowiadali, były krótkie, pogrupowane zazwyczaj po dwie. W tym czasie muzycy grali spokojny ambient. Następnie następowała sekwencja audiowizualna, a ton muzyki wahał się w zależności od opowiadanych historii.
Właśnie dzięki temu spektakl ma kilkakrotnie większą siłę przebicia. Jest przekonywujący. Dlatego warto wielce go usłyszeć oraz zobaczyć. Szczerze polecam.