Mushishi, podejście drugie
O tym anime pisałem jakiś czas temu. Tym razem mniej słów, a więcej obrazów.
Klimat anime bije na głowę wygląd powyższego. Wierzcie mi na słowo, bądź zobaczcie sami. Stąd można ściągnąć kolejne odcinki.
O tym anime pisałem jakiś czas temu. Tym razem mniej słów, a więcej obrazów.
Klimat anime bije na głowę wygląd powyższego. Wierzcie mi na słowo, bądź zobaczcie sami. Stąd można ściągnąć kolejne odcinki.
Trudno określić, czym dokładnie są Mushi. Nie można ich przyrównać ani do zwierząt, ni roślin. Różnią się wielce także od mikroorganizmów. Przypuszcza się, że są czymś bardziej pierwotnym, czymś w rodzaju esencji życia. Wielu ludzi nie potrafi ich dostrzec, ale ci nieliczni potwierdzają, że Mushi można znaleźć wszędzie. Sam nie wiem, czy im wierzyć.
Jeżeli wstęp was zaciekawił, powinniście również oberzeć anime. Po pierwszym odcinku mam ochotę na całą serię. Nie dość, że bardzo ładnie wykonany technicznie, to w dodatku historia została ładnie niedopowiedziana. Pełno w niej mistycyzmu, a akcja nie jest ani za szybka, ani za wolna. Poza tym klimat, dzięki któremu po obejrzeniu odcinka nadal jestem pod jego wrażeniem.
Dzisiejszy seans Mushishi sponsoruje ANBU Fansub.
Nie wiem dlaczego, ale strasznie je lubię. Może dlatego, że są idealnym materiałem dla kogoś takiego, jak ja - bardzo częste fantastyczne historie, mocno nacechowane emocjonalnie. A może dlatego, że japoński jest naprawdę pięknym językiem? A może...? W każdym razie - wpływa to na mnie znacznie i o ile potrafię wskazać, pozytywnie.
Przypominam sobie pierwsze poważne spotkanie z tymi gatunkami - Slayers gdzieś w telewizji kilka lat temu (TVN 7?).