Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Reklama z Dramatycznym Spojrzeniem

Śledzący blogosferę lub Wykop z pewnością pamiętają filmik Dramatic Look, który stał się małym fenomenem w polskiej sieci pod koniec zeszłego miesiąca. Zaistniał na kilku/kilkunastu blogach i wspomnianym wcześniej Wykopie.

Nie minął nawet miesiąc, a zobaczyłem coś takiego:

Reklama z Dramatic Look

Nie przypominam sobie ostatnio, żeby ktoś w Polsce zrobił reklamę będącą na czasie z wydarzeniami w Internecie. Dlatego wielki plus dla twórców pracujących dla patrz.pl. :)

Szkoda tylko, że została ona przygotowana jako flash wyskakujący na środek czytanej strony.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Sława w blograjdołku

Czy wiecie, że w polskim blograjdołku tylko afery zyskują szerszy rozgłos i grupę trackbacków?

Co ciekawsze, dany zaaferowany winien potem swoim prześladowcom postawić piwo, bo dzięki nim jego PageRank skacze dość wysoko.

Aha, przepraszam autora terminu `blograjdołek', że nie podam jego nazwiska. Nie wiem, kim on jest. Teraz na pewno zostanę zatrackbackowany. Na śmierć.

A innych przepraszam, że zakwaszam środowisko. Czasem trzeba.

RAFi krótko o samym zdarzeniu. Gdyby ktoś chciał sobie poczytać.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Nie ukazuj innym słabości?

W czasie wojny, przyznanie się do porażki jest czymś niehonorowym. Lepiej zginąć, niż poddać się najeźdźcy. Ta postawa, żywcem wyjęta z dziejów średniowiecznej Japonii, stosowana jest również w teraźniejszości, jak miałem okazję się przekonać, czytając dwa posty - komentarz Piotra Mikołajskiego do wpisu Belloisa, oraz odpowiedź Belloisa na ten wpis. Zmieniło się pole walki... nie tylko, co potwierdzę w dalszej części postu.

Z tak ogólnego punktu widzenia do tej postawy ciężko się przyczepić. Jednym może wydać się rycerska, drugim głupia, ale będzie to bardziej odczucie, niż konkretne argumenty. Jak zwykle jednak, diabeł tkwi w szczegółach.

Na przykładzie bowiem wpisów, za którymi linkuję, można spłycić i uogólnić szczególny przypadek, który zawsze kończy się źle. Gdy uczeń atakuje mistrza, robi to, zazwyczaj uważając się za lepszego. Szybko zostaje sprowadzony do parteru i wtedy, miast podziękować za wyniesioną naukę, atakuje znów. Za drugim razem mistrz jednak wyciąga swój miecz z pochwy, a uczeń nie ma szans.

Na forach, grupach dyskusyjnych, czy też coraz częściej na blogach zdarzają się podobne sytuacje. Aktualnie zwą się one flamewarami. Problem w tym, że nie można raz, a dobrze uśmiercić piszących (w legalny sposób), co sprowadza następnie taką potyczkę do walki psów. Wytaczane argumenty stają się gorszące, a żadna ze stron nie chce się przyznać do porażki, bo oznaczałoby przyjęcie na siebie całej tej masy obelg.

Najciekawsze jest to, że wszyscy powiązani konfliktem są przekonani, że uda im się przekonać przeciwników.

Przez pewien czas wydaje się to zabawne dla postronnego obserwatora, potem robi się tylko nudne. Wraz z narastającym czasem oderwanie poszczególnych stron od flamewara staje się trudniejsze, a zdarza się także, że walczący zapominają, o co na początku poszło. Bo przecież chodzi tylko o to, aby dopiec przeciwnikowi.

Błogosławionym jest ten, który kontroluje swe emocje i jest w stanie zakończyć wojnę w dowolnym czasie. Aniołem jest ten, który nigdy się nie wdaje w takie walki, a każdą zaczepkę obraca w żart, często na swój temat. Bogiem (a jakże!) jest ten, który na dodatek wyłoży swoją opinię w sposób akceptowalny dla przeciwnika.

Do metafizycznej postaci jeszcze mi daleko. Dlatego zawsze, gdy z kimś rozmawiam, zostawiam otwartą furtkę dla jego opinii, czemu miałbym odgórnie uważać, że żadna z nich nie okaże się trafniejsza od mojej?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Dziś w Internecie, jutro w Gazecie Riddle

Krótki disclaimer: wpis ten miał mnie rozładować po przeczytaniu tych wszystkich, o Matko! jak ważnych dyskusji nt. zablokowanych komentarzy tudzież innych różnic narodowościowych. Jeśli znajdziesz się w mojej sytuacji, mam nadzieję, że i Tobie pomoże. Skrótem: śmiesznie, dosadnie i z morałem.

Smaruje się go bardzo dobrze, jak masełko z szafki w lecie przy upale plus trzydziestu stopni w cieniu. To właśnie Riddle. Siedzi ze swoimi fanatykami w ukryciu i knują kolejny plan zawładnięcia światem. Powoli, w wyniku długiej, kilkudniowej burzy mózgów (w której pewna grupa pomysłów była przez długi czas wykopywana i zakopywana z powrotem, jako że nie było porozumienia), narodziło się czyste zło, a wręcz zuoo.

Tymczasem, w odległym zakątku Polski, komisja do spraw burz mózgów uznała, że niektóre głosy za zakopaniem były nieważne, a zgromadzenie powinno się powtórzyć. Zakopywaczy ukarać, a wieśniaków (nie wszystkich, nie od dziś wiadomo, że nie każdy wieśniak jest wieśniakiem) odesłać na wieś, gdzie będą mogli z powrotem zająć się rozwojem i administracją modułów Muu i Kwik.

Wieśniacy się zbuntowali i po długich rozmowach z Wielkim Prorokiem Ojcem Dyrektorem tudzież Matką Teresą Ciemiężonych, Złotą Rączką i Prawie Że Designerem, Zaokrąglonym Rogiem Piotrem "Riddle" Petrusem, wyprosili na nim wielką tablicę na jego opiniotwórczym podwórku, położonym według informacji moich informatorów, jedną nogą na Zachodzie, drugą w Polsce, a tak ogólnie to pewnikiem gdzieś na Olimpie.

I słowo się wypełniło: miast jednej, dwie dał tablice z wyłożonymi argumentami dla wybranego ludu, a niewierni pluli i szydzili. Do tablic jednak nie było możliwości dopisania czegokolwiek - wszystkie metalowe pręty gięły się po spoczęciu na twardej, połyskliwej powierzchni tablic, a nad głowami rozlegał się przeraźliwy jazgot i wielka czerwona kometa spadała, kreśląc warkoczem w przestrzeni litery KOMENTARZE WYŁĄCZONE.

I ludzie, którym komety przeszkodziły w dopełnieniu celu, zaczęli stawiać tablice w swoich poletkach. Jedni byli agresywni, drudzy spokojni, trzeci znów poprawiali boski plan Miłośnika Gustownego Gradientu. I szum narastał, ludzie na tablice wpadali, uciekali, kryli się... Nic nie pomogło. Inni byli w swoim żywiole. Wypowiadali się, co by lepiej zrobili, kwestionowali, nawracali na własne religie, popierali, kłocili i nabijali statystyki Twórcy Wielkiego Zielonego Layoutu z Kosmosu.

A nieniejszy autor tych słów boi się zajrzeć do lodówki.

A jego znajomych już dopada mania - chcą koszulki!

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Dwie rzeczy, których mi brakuje w blogach

Często piszemy na tematy, w których dość szybko zmienia się zaistniała sytuacja, a wpis staje się przestarzały. Jeżeli chcemy go zaktualizować, może okazać się, że będzie trzeba zmienić dużą część zawartej treści. Gdy korzystamy z <ins/> i <del/>, objętość zwiększy nam się niepomiernie, a i sam wpis nie będzie prezentować się estetycznie, ani czytelnie. Gdy zaś usuniemy, komentarze prowadzące do usuniętej części nie będą miały sensu. W dodatku, gdybyśmy chcieli opisać lepszy sposób rozwiązania danego problemu, a poprzedni nadal nadaje się do opublikowania, także nie ma wyjścia z sytuacji zadowalającej wszystkich.

Gdyby wprowadzić prosty system kontroli wersji wpisów, powyższe problemy stałyby się nieaktualne. Tylko tyle, i aż tyle. Umiejętnie wprowadzony, nie umniejszyłby w jakikolwiek sposób dostępności, czy prostoty obsługi bloga dla piszącego.

Drugi problem polega na braku sortowania. Jak wiadomo, wpisy znajdują się na stronie głównej od najnowszego, do najstarszego. Nie daje to zbyt wielu możliwości na złapanie czegoś naprawdę ciekawego w pierwszych kilkunastu sekundach pobytu na stronie - czyli czasie, w którym rozgrywa się batalia o nowego czytelnika.

Rozwiązanie: Komentujący oceniają wpis, pierwsze X tytułów znajduje się gdzieś w panelu bocznym bloga, czy też na jakimś widocznym miejscu. Dzięki przykładom wpisów ocenionym przez innych jako dobre, będę mógł szybko się zapoznać np. ze stylem pisania autora. Jednocześnie istnieje duża szansa, że dowiem się czegoś nowego, czy też zostanę zmuszony do przemyśleń.

Z drugiej strony - trafiam na ciekawy wpis i widzę od groma komentarzy. W takim razie autor także powinien mieć możliwość oceniania komentujących, dzięki czemu będę mógł odszukać w gąszczu wypowiedzi słowa, które faktycznie wprowadzą coś nowego do wpisu.

Pierwszy punkt pomoże nam w organizacji i utrzymaniu aktualności, drugi skróci czas wyszukiwania przez czytających.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Natarczywość ludzka

Mam znajomą. Ot, nastolatka, jakich wiele. Zapewne nie czytała żadnych dokumentów traktujących o Netykiecie, na pewno nie przeglądała Usenetu, gdzie nauczyłaby się tego w mig.

Prowadzi fotobloga na jednym z wiodących portali. Jej zdjęcia nie są żadnymi dziełami sztuki - najzwyklejsze w świecie fotki swoje i swoich koleżanek. Zazwyczaj nie ma żadnych krajobrazów, czy martwej natury. Oczywiście różnice między portretem, a portretem też istnieją i, niestety, muszę przyznać, że oceniam je jako niezbyt wartościowe.

Wszystko byłoby w porządku, w końcu nie jest ona osamotnionym wyjątkiem w Internecie. Ale osoba prosząca przez komunikator (Gadu-Gadu oczywiście) o skomentowanie zaczyna przekraczać granice jakichkolwiek norm etycznych. Ta natarczywość byłaby jeszcze znośna, gdyby nie status, który przeczytałem niedawno. Nie mam zamiaru przytaczać go dosłownie, jako, że szanuję cudzą prywatność. Brzmiał on mniej więcej tak: Piszcie komentarze; Mam nowe zdjęcia, jednak nie opublikuję ich, dopóki ilość komentarzy do ostatniego wpisu nie będzie mnie zadowalała.

Za taką nachalność i bezczelność winno się strzelać. Nawet ja mam swoje granice - rzecz, której nienawidzę, to przymuszanie do robienia określonej rzeczy bez żadnego wymiernego sensu.

Spoglądając na komentarze, mogę przypuszczać, że dość duża część z nich, to kłamstwo, pisane przez komformistów. W pewnym sensie i ja taki jestem - chociaż przyznam szczerze, że nie kłamię w wypowiedziach, którymi się podpisuję - jedynie staram się ubierać to, co myślę w jak najlżejsze słowa.

Mogę domyślać się, czy lepiej by było przejąć część obowiązku wychowawczego na siebie i zdusić problem w zarodku, skoro rodzice tego nie potrafią. Mogę domniemać, co spowodowałaby zmiana mentalności człowieka - odczuwanie odpowiedzialności zbiorowej i dbanie nie tylko o siebie. Niestety, jeden człowiek tego sam nie zmieni, ale, z drugiej strony, każda wielka idea była zapoczątkowywana właśnie przez tą mikrą jednostkę. To daje pewną nadzieję.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
Na górę
Reklamy Google