Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Linksys WRT54GL aka routina

WRT54GL

Dawno już nie pisałem niczego o sprzęcie przeze mnie posiadanym, a ostatnimi czasy ilość tegoż nieco się zwiększyła. Czas więc uzupełnić braki i pobawić się w recenzenta. Zacznijmy od kolejnego routera w mojej rodzinie: Linksys WRT54GL.

Zaczęło się od kupna laptopa - Thinkpad 560X. Pomyślałem wtedy, że chodzenie z kabelkiem UTP, aby mieć dostęp do sieci nie jest takie fajne. Później sprawy się skomplikowały. W momencie, kiedy laptop upadł na kartę sieciową, gnotąc delikatną, zupełnie nietypową wtyczkę dostarczoną przez producenta i nie miałem już żadnego podłączenia do Internetu, myśli te wróciły ze zwielokrotnioną siłą. Minęło kilka miesięcy i wreszcie załatwiłem sobie WRT54GL wraz z tanią kartą PCMCIA 802.11b.

Router ten to kolejna maszyna pracująca pod Linuksem w moim domu. Jądro 2.4, procesor 200MHz, 16MB ramu i 4MB pamięci flash wystarczają na całkiem sprawny system. Domyślnie zainstalowany firmware jednak nie był wystarczający - co to za Linux, na którym nie ma sshd? ;)

Host otrzymał nazwę routina, z którą zgłasza się do nadrzędnego routera poprzez dhcp.

Z początku nawet ta konfiguracja mi wystarczała - bo router to router i miał routować. Potem jednak uznałem, że dostęp poprzez stronę www zaczyna mnie nieco denerwować. I to, że router nie odpowiada na pingi z zewnętrnej sieci (w tym przypadku należącej również do mojego lanu).

Dziś przełamałem się i zainstalowałem OpenWrt. Teraz już mam dostęp do całego systemu, firewalla, dnsmasq i wielu dodatkowych opcji, których jeszcze nie odkryłem. Jest nawet vi! :D

OpenWrt dostarcza nawet package manager, żeby dodawać i usuwać poszczególne nieużywane paczki.

Wracając do samej maszyny, małe jest piękne. Router zawiera access point 802.11b/g, oraz czteroportowy Ethernet switch. W zależności od oprogramowania, urządzenie może spełniać różne dodatkowe funkcje, które ograniczone są praktycznie wielkością pamięci i ramu.

Dla urządzenia znalazłem jeszcze jedno praktyczne zastosowanie poza byciem częścią szkieletu mojej sieci - gry sieciowe. Ostatnio umówiliśmy się ze znajomymi na sesję StarCrafta. Okazało się, że router stworzył nam wspaniałe warunki gry dla trzech osób podłączonych poprzez Ethernet i mojego laptopa poprzez WLAN. Zero konfiguracji - tylko wpinać, czekać na odpowiedź DHCP i grać. ;)

Dodatkowym atutem może być także to, że ani razu nie zauważyłem problemów z działaniem routiny, a mam ją już trzy miesiące.

Polecam, naprawdę warto wydać te dwieście złotych na Allegro na taki sprzęt.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Jak spsuć software poprzez hardware

Na wstępie przepraszam wszystkich tu zaglądających za tak długi okres mojej nieaktywności blogowej. Wena na pisanie opuściła mnie na pewien czas, a pomysły cały czas leżą w szufladzie. ;) Postaram się poprawić, a póki co, coś lekkiego i związanego z komputerami na rozgrzewkę.

Ostatnimi czasy moja wiekowa już lilium (tu można się zastanawiać, czy aż taka wiekowa - ze wszystkich moich komputerów jest najmłodsza, a kupowałem ją jako pierwszą) zaskoczyła mnie niepomiernie. Co gorsza, była to jedna z tych sytuacji, których do dziś nie potrafię sobie w pełni wytłumaczyć, pomimo mojej wiedzy o komputerach znacznie przekraczającej poziom normalnego zjadacza chleba.

Był wieczór. Akuratnie robiłem coś pod Windows i w pewnym momencie naszła mnie ochota na odrobinę relaksu. No a co się robi, gdy człowiek musi się na szybko odprężyć? Nie, nie ekstremalne doznania seksualne z sukubim narodem. ;) Dwukrotnym klikiem uruchomiłem Blobby Volley (do pobrania np. tutaj) i już rozpoczynałem grę, gdy....

PISK!!! Straszliwy, dźwięczący PISK. Normalnie, dźwięk ten udawał gwizdek sędziego rozpoczynający kolejną zagrywkę, jednak w tym wypadku, głośniki miałem nieco podkręcone. Prawdopodobnie wcześniej słuchałem jakiejś muzyki o niskim poziomie głośności... Gdy już odzyskałem słuch, zacząłem zauważać, że z moim systemem coś jest nie tak. Nagle włączył się jakiś pogłos, którego wcześniej nie było. Wyłączyłem grę i zaraz odpaliłem foobara2000. Tak samo, a nawet jeszcze gorzej, bo muzyka zniekształcona przez ten pogłos brzmiała, jakby była grana w jakiejś hali. Restart nie pomógł.

Straszliwe to było doznanie. Brak muzyki na Windows, nie! Z drugiej strony, na Linuksie dźwięk działał poprawnie, więc to nie był błąd sprzętowy. Dzięki tej wiedzy zacząłem się spodziewać jakiegoś uszkodzenia sterowników. I szczęśliwie, po ich przeinstalowaniu sytuacja wróciła do normy.

I teraz zasadnicze pytanie - jak dźwięk, wzmocniony już poza komputerem mógł zaszkodzić moim sterownikom/ustawieniom, czemukolwiek?

Moja teoria wygląda mniej więcej tak - karta dźwiękowa po wyemitowniu sygnału przesłała go dalej, do wzmacniacza. Następnie wzmacniacz tak mocno wzmocnił sygnał, że wytworzone przy tym zakłócenia wróciły się z powrotem do karty dźwiękowej (poprzez masę?). Wpłynęły na pracę procesora, który zmodyfikował część swojej pamięci, zawierającą instrukcje sterownika/ustawienia. Następnie podczas deaktywacji karty zmieniona część sterownika/ustawień została zapisana na dysku, dzięki czemu maszyna w żaden sposób nie reagowała na restart.

Wiem, że jest to bardzo nieprawdopodobne wytłumaczenie, ale nie mam pomysłu na inne. W każdym razie, cieszę się, że to nie sprzęt został uszkodzony. I jeszcze jedno. Nie ulegnę ewentualnym prośbom powtórzenia tego w celach eksperymentalnych. ;D

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

iEverything

Kampania reklamowa Apple zgodnie z fizyką jądrową wywołała silną reakcję. iPhone, bo o nim mowa, to, krótko mówiąc połączenie przeglądarki, telefonu i popularnego odtwarzacza iPod. Fala różnorodnych komentarzy zalewa Internet i w moim mniemaniu stawia ten produkt bardzo wysoko w liście oczekiwanych przez różne społeczności internetowe, bądź nie.

Ale po co się rozdrabniać? Wyrzućmy iPhone, stwórzmy iEverything, który będzie miał znacznie więcej przydatnych gadżetów, niż jakiś telefon z odtwarzaczem. Wynik może być na przykład taki:

Movie could not render. Users of Home Page Reader browser should ignore this message.

Kto się skusi na kupno takiego modelu?

Via Adblog.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Krótki podręcznik użycia zasilaczy ATX

Masz działający zasilacz ATX, który kurzy się w szafie? Wykorzystaj go. Mocy wystarczy na zasilenie różnych zasobożernych projektów, a ilość napięć standardowo dostarczonych przez taki zasilacz zadowoli miłośników układów cyfrowych, wypełni potrzebę uruchomienia większości przenośnych urządzeń, a nawet pomoże po części przy hybrydach analogowo-cyfrowych i urządzeniach analogowych.

  1. Historia, czyli na co mi to było...
  2. Metody - zbuduj swój własny miniaturowy sterownik zasilacza ATX.

Historia

Pewnego razu zapragnąłem, aby odtwarzanie płyt CD-Audio nie wiązało się z koniecznością włączania komputera. Nie miałem żadnego przenośnego odtwarzacza, a kupować nowego też nie chciałem. Pomysł ten odsunął się na jakiś czas za sprawą odtwarzacza Creative - Zen Touch 20GB. Model posiada jedną wadę - jego wyświetlacz pewien czas temu odmówił współpracy. Z drugiej strony, to dzięki tej usterce byłem w stanie go kupić. Założyłem, że nie ma się co martwić - odtwarzać muzykę da się i bez wyświetlacza, choć jest to nieco bardziej skomplikowane. Ostatecznie, póki dysk sprawny, zawsze będzie można go wykorzystać w jakiś inny sposób.

Jednak mp3 nie da tego, co ma CD-Audio. ;)

Później - podobnie jak w przypadku Zena, nadarzyła się okazja i zostałem właścicielem mikrozestawu głośniczków 2.1 ze wzmacniaczem oczywiście. Jakość... jakoś, ale nie narzekałem, bo własne. Inaczej - cieszyłem się bardzo, bo dało mi to możliwość odsłuchiwania muzyki z Zena bez ograniczania się słuchawkami.

Ostatnio wróciła chęć odtwarzania płyt CD, ale już z konkretnym pomysłem. W końcu niedawno kupowałem Tagana TG330-U01, a wcześniej NECa ND-3540. A stare, sprawne urządzenia kurzyły się w szafce!

Poprzednia nagrywarka CD-RW (której już nagrywanie się przestać podobało), była idealnym napędem na CD-Audio dzięki przyciskowi odtwarzania umieszczonemu na przednim panelu. Na dodatek z przodu miałem wyjście słuchawkowe. Nie musiałem więc zgłębiać tajników działania napędu, ani dorabiać specyficznych przejściówek, by skorzystać z funkcjonalności napędu.

Problem doprowadzenia energii został rozwiązany dzięki obejrzeniu manuala do Tagana, gdzie opisano wyprowadzenia 20/24-pinowego molexa i (pośrednio) pokazano, jak uruchamiać zasilacz.

Metody

Najpierw warto przedstawić wyprowadzenia naszego molexa:

       +---------+
 +3.3V | 1  11/13|  +3.3V
 +3.3V | 2  12/14|  -12V
   COM | 3  13/15|  COM
   +5V | 4  14/16|  PS_ON
   COM | 5  15/17|] COM
   +5V | 6  16/18|] COM
   COM | 7  17/19|  COM
PWR_OK | 8  18/20|  -5V
 +5Vsb | 9  19/21|  +5V
  +12V |10  20/22|  +5V
       +---------+
  +12V |11     23| +5V
 +3.3V |12     24| COM
       +---------+

Pin 14/16 to PS_ON, który, kiedy zwarty do masy, wybudza nasz zasilacz z trybu wstrzymania. Od niego trzeba zacząć. Prowizorka użyta do testów w postaci przewodu wtykanego w piny sprawdza się znakomicie i zasilacz startuje. Oczywiście, nasz mały sterownik będzie potrzebował czegoś więcej, niż kawałka drutu. Można zastosować proste rozwiązanie - sam włącznik, nieco lepiej - włącznik z układem tłumienia drgań lub zastosować bardziej skomplikowane metody załączania układu.

Do tych bardziej skomplikowanych zadań będziemy potrzebować dopływu energii niezależnego od trybu, w jakim znajduje się zasilacz. Zagwarantuje to nam wyprowadzenie 9, czyli +5Vsb.

PWR_OK zmienia swój stan na wysoki (5V, oczywiście), gdy zasilacz ustabilizuje napięcia. Można więc dołożyć diodę LED jako wskaźnik stanu naszego zasilacza, lub wykorzystać w dowolny inny sposób.

Cała reszta wyprowadzeń to najzwyklejsze linie zasilające. Przydałoby się wyprowadzić je na zewnątrz - np. do jakichś zacisków czy gdziekolwiek indziej.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Mój pierwszy AVR

... miga zachęcająco czerwoną diódką do mnie. Zacznijmy jednak od początku.

Od dawna wiedziałem, że mikrokontrolery to bardzo ciekawe urządzenia, skoro mogą wykonywać więcej niż jedną czynność, a na dodatek można je oprogramować wedle uznania. W tamtych, pięknych czasach, mikroprocesory nie były jednak rozpowszechnione, a wszystkie programatory były albo drogie, albo droższe. Poza tym koszt samych układów wahał się w granicach kilkudziesięciu złotych. I sam także nie znałem się na programowaniu, więc pozostawały one dla mnie marzeniem.

Od pewnego czasu sytuacja się zmieniła. Powstały układy AVR, do których nie potrzeba specjalistycznych urządzeń, a ich koszty zmalały. Nadają się świetnie do różnych układów, począwszy od budzików, skończywszy na pomniejszych sterownikach, a dzięki otwartemu oprogramowaniu nie ma dużych problemów, by je oprogramować. Chęć ich poznania wróciła ze zdwojoną siłą.

Zachęcający był szczególnie pseudoprogramator - tak naprawdę odpowiedni kabel drukarkowy - dzięki któremu można było programować procesor w układzie, bez wyjmowania go z płytki. Kwestia zlutowania kilku kabelków z dwiema wtyczkami.

Domowym sposobem została zmontowana płytka, na której znajdują się cztery diody świecące LED, jeden przycisk, jeden mikrokontroler i kilka dodatków, potrzebnych do działania. Praktycznie, jeden dzień roboty od projektu do gotowej płytki.

Dla komatybilności z artykułem Wojtka Kaniewskiego, na którym się wzorowałem, użyłem układu ATTiny2313. Dużo czasu zejdzie, zanim zacznę używać wszystkich jego funkcji.

Po przygotowaniu płytki, wyjęciu zasilacza warsztatowego (zmontowanego przez ojca, kiedy byłem mały), przeniesieniu ustrojstwa do domu, zasileniu układu i podłączeniu wtyczki programującej, skompilowałem, wykorzystując źródło kodu z artykułu Wojtka, nieco zmodyfikowany plik Makefile z jednego z przykładów z manuala avr-libc oraz używając programu avrdude do wrzucania skompilowanego kodu do pamięci Flash mikrokontrolera. Uisp niestety nie chciał działać.

Kompilator i avrdude są w Ubuntu, co skraca proces ich instalacji do jakiejś minuty.

Po wgraniu flasha dioda nadal nie migała. Wziąłem woltomierz i zacząłem sprawdzać wszystko. Jakie było moje zdziwienie, gdy zauważyłem regularnie pulsujące napięcie na zaprogramowanym wyjściu. Jeśli tak, to mikrokontroler był w porządku, a jakiś element za nim odmówił współpracy. Tak być nie może! Nie damy się przecież pomiatać rezystorom i kondensatorom! Wreszcie, zmierzywszy napięcia na całej drodze od układu do diody, doszedłem do wniosku, że bezmyślnie wlutowałem diody odwrotnie do kierunku przewodzenia.

Zapamiętać: w tym typie diód ścięta końcówka nie oznacza anody.

Szybko przelutowałem i zaczęło migać. Udało się!

Teraz mogę zacząć rozgryzać stronę programową mojego mikroprocesora. I wyrywać Girls2.0, oczywiście.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Tagan TG330-U01

Od jakiegoś czasu sprawdza się dobrze w moim komputerze. Wreszcie zebrałem swoje siły by dokonać wielkiego czynu recenzji tego zacnego sprzętu.

W tym momencie powinienem nieco rozreklamować mojego kontrahenta z Allegro - firmę Ejama, której pracownicy zachowują się bardzo przyzwoicie, porównawszy z poziomem typowego Allegrowicza. Z czystym sumieniem mogę polecić tą firmę wszystkim, chcącym kupić akcesoria komputerowe.

Wracając do głównego wątku - już podaję przyczynę, dlaczego zdecydowałem się na wymianę zasilacza. Otóż w starym zatarł się wiatrak. Zatarł się i nie było żadnego problemu, aby go wymienić. Problem pojawił się, kiedy zacząłem czytać ranking uszkodzonych zasilaczy na elektrodzie.

Okazało się, że zasilacz mój jest na liście niebezpiecznych, które przy uszkodzeniu potrafią podać 40V na wyjściu pięciowoltowym. Chociaż model ten wytrzymał bez problemu pięć lat, a zatarcie wiatraka było właściwie niczym, zacząłem rozglądać się za innym modelem. Nie mam zamiaru ryzykować utratę mojego drogocennego sprzętu. W końcu lilium wytrzymała już ze mną tak wiele czasu - niedługo będzie jedna trzecia życia.

Wybór był pomiędzy dwoma typami modeli - firmą Chieftec i Tagan. O wyborze tego drugiego prawdopodobnie zadecydowała porównywalna cena na Allegro, nieco większa moc, dwa wentylatory i... walor estetyczny. No cóż, całość faktycznie wyglądała na zdjęciach bardzo ładnie.

Po przeprowadzeniu aukcji i przysłaniu paczki wartej około dwieście złotych, postanowiłem uwiecznić zawartość pudełka za pomocą mojej kamerki internetowej.

Pudełko
Zasilacz
Kable
Śrubki
Pozostałe zdjęcia.

Zasilacz okazał się znacznie cięższy, niż jego poprzednik. Zawdzięcza to kondensatorom elektrolitycznym, zamontowanym na wyjściach dla stabilizacji napięcia podczas nagłych zmian obciążenia układu. Kondensatory są niemałe, z tego, co mgliście pamiętam z instrukcji, te zamontowane na wyjściach 5V i 12V mają po 16000µF bądź 20000µF, pozostałe - proporcjonalnie mniej, w zależności od mocy poszczególnej linii.

Urządzenie prawie wpasowało się w obudowę - radiator jest nieco wypukły i skręcone odstaje na dwa, trzy milimetry od tylnej ściany.

Dość wygodne są kable spięte paskami zaciskowymi i rzepami - nie ruszają się, a i chłodzenie w tym przypadku jest nieco większe. Na nieużywane końcówki można nasadzić plastikowe zaślepki - poza czteropinowym rozszerzeniem dwudziestopinowego moleksa do płyty głównej; nie jest u mnie potrzebne, a żadnej zaślepki dla niego nie znalazłem. Masy także nie skręcałem z obudową, nie uznałem tego za konieczność.

2xSATA; 6xATAMolex; 1x20(24)pin Molex (płyta główna); 2x(Mini?)ATAMolex (stacja dyskietek) zadowolą każdego, kto ma kilkuletni już sprzęt. Warto wspomnieć także o aktywnym PFC, zwiększającym wydajność zasilacza.

Twórcy chwalą się niskim poziomem hałasu - 20dB do ok 60% pobieranej mocy, a potem liniowo rosnące do 28dB. Nigdy nie byłem poza tą granicą, a wiatraki, jeśli zmieniają swą prędkość, to różnica ta jest niesłyszalna.

Na początku przetwornica piszczała na częstotliwości ok. 17kHz, po tygodniu przestała. Podobnie z temperaturą. Przez pierwsze kilka dni obudowa zasilacza była gorąca, teraz jest tylko o kilka stopni cieplejsza od otoczenia. Możliwe, że miało to także coś wspólnego z sierpniowymi upałami.

Jestem zadowolony. Wiem, że nie wydałem pieniędzy na marne.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Aria M 2408 SD podłączona do komputera

Magnetofon Aria M 2408 SD, który leżał przez około rok u mnie bezużytecznie, wreszcie został przystosowany do działania z moim Linuksem. Windowsem pewnie też, o ile znajdę sposób, aby zmusić wyjście subwoofera karty dźwiękowej, by zadziałało pod tym systemem.

Ponieważ niezbędna do wygodnego użytkowania jest możliwość wysyłania i odbierania sygnału audio z karty dźwiękowej do magnetofonu, narodziła się konieczność wykonania odpowiedniego kabla. Aria korzysta z wtyków DIN-5, których specyfikacja poniżej:

Pin 1
Wyjście lewe
Pin 2
Masa
Pin 3
Wejście lewe
Pin 4
Wyjście prawe
Pin 5
Wejście prawe

Teoretycznie więc można podłączyć do jednej wtyczki DIN-5 dwie wtyczki mini-jack, które rozwiązują cały kłopot.

W tym wypadku nie zadziała nam nagrywanie. Wejście magnetofonowe w starszych modelach (również i tym) ma zbyt wysoką czułość, co kończy się przesterowaniem przy potencjometrze poziomu zapisu ustawionym nawet przy zerze.

Oczywiście, jest sposób na to. Można wlutować rezystory we wtyczkę do pinów 3 i 5 (nie wiem dokładnie, jakiej rezystancji, ale 470KOhm to dobry punkt zaczepienia), lub wykorzystać wejście na gramofon, które to ma już niską czułość i będzie współpracować z innymi urządzeniami.

To zmusza do użycia dwóch wtyków DIN-5 - osobnego dla wyjścia (podłączone piny 1, 4), gdyż jedyne wyjście jest w gniazdku na radio/magnetofon, a drugą dla wejścia (podłączone piny 3, 5), którą włożymy w następne gniazdko, prowadzące do gramofonu.

Na koniec podłączamy wyjście magnetofonu do Line-In karty dźwiękowej, a jego wejście do wyjścia karty na przykład na subwoofer, lub dowolnego innego. Ważne jest to, by to wyjście dawało ten sam sygnał, co wyjście głośnikowe i, najlepiej, gdyby dało się również sterować jego poziomem sygnału.

Jako dodatek przerobiliśmy z ojcem słuchawki z wtyczki mini-jack na wtyczkę DIN-5 S, która to jest nieco inna od zwykłej DIN-5 i ma inny rozstaw pinów.

Pin 1, Pin 2, Pin 3
Masa
Pin 4
Lewa słuchawka
Pin 5
Prawa słuchawka

Dzięki słuchawkom bardzo łatwo jest kontrolować poziom zapisu podczas nagrywania lub do odsłuchu zapisanej taśmy. Jako ciekawostkę podam, że wciskając przycisk Zapis (bez wciskania Start), da się także odsłuchiwać także sygnał z karty dźwiękowej bez nagrywania. Przydaje się podczas wstępnego ustawiania poziomu zapisu. Można też w ten sposób posłuchać muzyki na zacnym wzmacniaczu słuchawkowym.

Chociaż bardzo stare taśmy, to magnetofon mój nadal brzmi bardzo dobrze. Przygotowałem małą próbkę dźwięku, przegraną na niego i z powrotem. Ze względu na słabe łącze, proszę o ściąganie za pomocą tego torrenta. O seedowanie oczywiście też. Jeśli bardzo nie chcesz pobierać torrenta z plikiem, to tutaj znajduje się statyczny plik.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Bateria CMOS dla Thinkpada rozpracowana

Bateria 12J1671, (FRU 12J1695), jest podstawową baterią CMOS laptopów Thinkpad serii 5xx, A, oraz T (dokładniejsza lista dostępna jest na tej stronie). Niestety, nie ma jej w polskich sklepach internetowych, mogę się spodziewać, że w normalnych także. Mój 560X miał już sędziwą baterię, która nie trzymała ustawień BIOSu, z czego zrodziła się potrzeba wyprodukowania zamiennika.

Sama budowa jest dość prosta. Zwykłą trzywoltową baterię litową CR2032, którą w sklepie można dostać za kilka złotych, wkłada się w rurkę termokurczliwą, prostopadle do długości rurki, i podgrzewa (np. zapalniczką). Następnie obcinamy część rurki, tak, aby izolacja została tylko na krawędziach baterii. Wsuwki o długości kilku milimetrów, na których zaciskamy i zalutowujemy przewody, zgrzewane są z baterią (prawdopodobnie za pomocą zgrzewarki punktowej - inaczej bateria zostanie zniszczona albo z powodu nadmiaru temperatury, albo prądu, a cyna wcale nie chce się do niej przykleić). Następnie wkładamy tak zrobioną baterię w drugi kawałek rurki termokurczliwej, tym razem równolegle do długości i całość zagrzewamy. Na koniec jeszcze należy dopasować wtyczkę (dwupinowa, niestety, nie znam jej oznaczeń, wymiary to 3,6mm x 2,6mm, wymiary samej końcówki bez szyn bocznych i górnej: 3mm x 2mm, rozstaw pinów: 1mm).

Zamiast zgrzewania zastosowano klejenie. Rurka miała nieco zbyt wielką grubość materiału termokurczliwego i opakowana bateria nieco się nie mieści na swoim miejscu, naginając zaślepkę o milimetr. Poza tym mankamentem całość działa bez problemu.

Jeśli ktoś ma podobny problem, nie może dostać, a brakuje mu możliwości lub chęci do samodzielnego wyprodukowania baterii, to proszę o kontakt.

Update: Zapomniałem dodać, że do wtyczki podłączamy jako lewy plus, jako prawy minus baterii (patrząc od frontu, za górę przyjmując tą część wtyczki, w którą przesunięte są piny, oraz, na której dopatrzyć można się wypustki, którą wcześniej określiłem mianem "górnej szyny").

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Thinkpad 560X, błąd 8611

Workstacja, Thinkpad 560X, o wdzięcznej nazwie Hime (z jap. - księżniczka), doczekała się części zamiennych w postaci nowej obudowy i lepszej matrycy. Dodatkowo, razem z nią została wprowadzona nowa płyta główna i procesor 233MHz - nie chciało mi się demontować starej. A nuż bym coś uszkodził?

Problem w tym, że gdzieś pomiędzy trackpointem, a mostkiem znajduje się zakłócenie na linii, które blokuje dostęp do działającego systemu - zatrzymując się na testach Biosu. Dziwny to pomysł, gdy nie można załadować systemu poprzez problemy z trackpointem, ale nie ja go projektowałem.

Szczęśliwie i na ten problem znajdzie się obejście - po wyświetleniu komunikatu o błędzie i przejściu do okna testów, należy je zamnkąć, wciskając Esc. Spowoduje to przejście do okna ustawień biosu. Następnym krokiem jest wybranie i uruchomienie menu Config, oraz naciśnięcie Ctrl-D z jego poziomu. To miejsce, nazwane "Base 128 CMOS" (ma ktoś pomysł, jak je przetłumaczyć? Bazowe 128 bajtów raczej z niczym się nie kojarzy), o ile dobrze potrafię odgadnąć, posiada o wiele więcej możliwości konfiguracyjnych niż poprzednie okna, dostępne dla użytkownika. W nim to offset 20h odpowiada za zachowanie trackpointa - w moim przypadku zmiana wartości na 01 wystarcza. A następnie F2 (zapisz) i F3 (wyjdź), oraz restart maszynki i Thinkpad przestaje reagować na błędy trackpointa.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Optimus MP3 Player

Player Optimus 200B, jeszcze niedawno temu, bo około półtora miesiąca temu kosztował w promocji Sklepu Nie Dla Idiotów (czyt. Media Markt) 111 zł. Cena kusząca, zwłaszcza, że z założenia miał służyć nie tyle do słuchania muzyki, co do przenoszenia niewielkich danych. Etap pośredni między wystawieniem pliku po http (dyskietkom już nie wierzę) a wypaleniem cd. 256 MB, czyli 245 MiB, dobrze spełnia swą rolę.

Po miesiącu użytkowania mogę już wyrazić swą opinię o tym sprzęcie. Konstrukcja jest raczej standardem - widziałem kilka zagranicznych playerów o tym samym wyglądzie i podobnych zdolnościach. Nie wiem jednak, kto pierwszy wdrożył tą technologię, przyznam się, że nie chciało mi się tego szukać.

Do jakości dźwięku raczej nie mogę się przyczepić. Zarówno odtwarzanego, jak i nagrywanego. W trybie zapisu nie ma automatycznej kompresji, przez co sama pamięć szybko się zapycha. Jest możliwość tworzenia plików .wav o niskiej, lub wysokiej jakości, jednak to odrobinę za mało, by nagrać coś większego, niż kilkuminutowe przemówienie.Dyktafon to wprawdzie tylko dodatek do odtwarzacza. Ze względu na dobrą jakość nagrań i tak dostaje u mnie plusa, chociaż małego. Testy przeprowadzone przeze mnie wykazały zadziwiający wynik - osiemdziesiąt minut nagrania w wysokiej jakości (a mamy do wyboru trzy tryby - wysoka jakość, niska jakość, nagrywanie głosu) zajmuje nieco ponad 25MB. Dzięki temu i dość dobrej jakości dźwięku, o której wspominałem, dyktafon dostaje dużego plusa.

Żałuję, że nie ma obsługi mpc (strona domowa kodeka Musepack) - zacny to standard, naprawdę, warto pokusić się o bliższe zapoznanie. Player odtwarza mp3/wma/wav, z czego dwa odpadają z oczywistych względów, co daje nam realnie jeden format muzyki. I nie pomoże tu możliwość wyświetlania tekstów piosenek w formacie LRC.

Wzmacniacz ma dość dużą moc wyjściową - spokojnie potrafi wysterować zwykłe słuchawki - nauszniki (nie mylić ze studyjnymi, jeszcze wiele im do tego brakuje). Wiedząc tyle, możemy podłączyć je do odtwarzacza - jednak już teraz bateria prosi nas, żebyśmy używali jej oszczędnie. Oczywiście zapomnieliśmy w kiosku kupić bliźniaczkę, a pech chciał, że akurat teraz temperatura spada do -15 stopni. Jest jednak wyjście! Podłączamy do usb (kabel w zestawie) i teraz możemy słuchać do woli, przy czym komputer stoi wolny. Posiadacze laptopowych maszyn do pisania wiedzą, że każdy procent użycia procesora i pamięci jest na wagę złota, a Foobar2000 zajmuje między 10% a 20%, zależnie od użytego kodeka.

Moja Mandriva nie radzi sobie zbytnio z kopiowaniem danych - często zdarza się jej zapisywać pliki na sobie. Nie wiem, czy to problem systemu, czy playera - a na Ubuntu nie sprawdzałem. Problem z zapisem plików leżał po mojej stronie, nie odmontowywałem playera poprawnie. Wyjaśnia to komentarz Paoola. Windows 2000 działa automatycznie, a do Windowsów 9x trzeba zainstalować sterowniki, które znajdują się na płycie dostępnej z pakietem - zajmują kilka MB.

Słuchawki są co najmniej dziwne. Nigdy nie wiem, z której strony jest lewa i prawa, ani jakim cudem to wszystko się znów zaplątało? Niestety, są też zbyt krótkie do czegokolwiek poza wpięciem odtwarzacza.

Do sterowania można się przyzwyczaić, ale gdybym nie zajrzał do instrukcji, w życiu bym nie pomyślał, że joya, z założenia przydatnego do przewijania piosenek, da się także wcisnąć. Pomysłowość ludzka nie zna granic.

Aha, zapomniałem dodać, że klapka od baterii czasami ma zwyczaj się wysuwać i gubić bez słowa.

TODO: Każdy, kto poznał płytę Hydra Head Nine - Kod, wie, że trzeba dobrze się przysłuchać, by znaleźć tam muzykę. Do sprawdzenia jest współbrzmienie tych dźwięków z tymi generowanymi przez miasto.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie komputer

A dokładniej laptopa. IBM Thinkpad 560x z niewielkimi odstępstwami od normy. I wszystko byłoby w porządku, tylko, że nie mam już chęci walczyć z ustawianiem lanu. Konfiguracja z dwiema kartami sieciowymi pod Linuksem to dla mnie niezrozumiała sprawa. ;]

Mam wybór. Kupię switcha albo wygooglam rozwiązanie.

Apdejt: Prawie wszystko już działa. Niestety, kabel od karty sieciowej PCMCIA wydaje się być złamanym. Kiedy nie styka, całkowicie jestem rozłączany i muszę wyjmować całą kartę. Ważne, że chociaż sieć działa.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Działa

Wypaliłem pierwszą DVD moją nową nagrywarką. Na drugim napędzie wszystko ładnie działa, mam nadzieję, że jest poprawnie wypalona, bo zaraz muszę usunąć dane (dysk zapchany po pachy).

I jak zmusić moją Mandrivę, aby montowała automatycznie bez supermounta?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Notka zbiorowa #1

Dziwnym jest, że zauważyłem już drugi raz, iż neo+ po sześciu dniach nie chce się połączyć. Podczas zmiany ipka całkowicie rozłącza na moim routerze, chociaż wydaje mu się inaczej. Potem po restarcie ping przez jakieś 20 sekund działa, potem rozłącza (wydaje mi się, że ping rośnie, ale nie jestem pewien). Nie dość, że słabe łącze i dynamiczny IP za taką cenę, to jeszcze nie wytrzymuje dłużej niż kilka dni? Może trafiłem na jakieś problemy, ale nigdy szczęśliwie ich nie miałem.

To, co robi się dla klienta w sklepie 3giga na Wschodniej, to żenada. Miałem w zeszłym tygodniu mieć już nagrywarkę, a podobno dopiero będzie we wtorek. Ale na poniedziałek mam już mieć ten sam model w exe na Zielonej, po kosztach o 25 złotych niższych. 185 złotych za ND-3540 to dobra cena. Miejmy nadzieję, że się uda.

Dla wszystkich słuchaczy ambitnej muzyki, polecam Spastic Ink - Ink Compatible. Świetna płyta, naprawdę dziwne i oryginalne brzmienie. Awangardą mógłbym porównać wręcz do The Mahavishnu Orchestra.

Co by tu jeszcze dodać? Ostatnio była u mnie rodzina z Kanady, dokładnie wczoraj. Wrażenia bardzo miłe. Największy problem miałem z najmłodszym kuzynem (6 lat, zaraz 7), który to od razu pognał do komputera, a ja z gier tylko tuxracer, frozen-bubble, abuse i dwie zbyt skomplikowane, jak dla malucha. Cały czas się mnie pytał, o co chodzi w grze, gdy odpaliłem mu strategię, więc robiłem przez większość czasu za niańkę. Ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Chociaż metoda wychowawcza u mnie jeszcze nienajlepsza. Na razie nie byłbym dobrym ojcem, ale czego spodziewać się po chłopaku miejącym 16 lat. :)

Ostatnio słucham, o dziwo coraz więcej różnej muzyki i nie katuję się pojedynczymi albumami, jak kiedyś. Chociaż... troszkę mi zostało. Oczywiście, jak widać na moim profilu, to Radiohead - Kid A. Fajna płytka, a In Limbo, ze względu na nietypową rytmikę od razu wpadł mi w ucho i nauczyłem się go grać na gitarze. Troszkę. A Idioteque i How To Disappear Completely podśpiewuję sobie często. W dodatku namówiłem mojego przyjaciela na Audioscrobblera. Jego profil jest tu. Może jeszcze uda się go nawrócić na Jabbera? :P

Coś widzę, że nikomu się czegoś takiego nie będzie chciało czytać, a i weny nie mam, więc inne rzeczy, które wpadną w wolnym czasie do głowy zostawiam na później.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Smutno być samemu

No cóż, mija już drugi tydzień od momentu, w którym większość moich znajomych nie wiadomo czemu wyjechała masowo gdzieś poza kraj (w większości do Bułgarii). Do tego wyjechała również osoba bliska memu sercu (dla pełnej jasności powiem, że to głównie uczucie w jedną stronę, ale przyzwyczaiłem się już do tego ;]) i przykrzy mi się bez niej. Mam tylko nadzieję, że wróci szczęśliwa z tego wyjazdu.

Z rzeczy przyziemniejszych, przyjemniejszych i mniej romantycznych, to powiem, że moje nowe KDE wygląda lepiej niż wyglądało. Kernelów nie skompilowałem, bo wywalało błędy i tak z doskoku nie chce mi się do tego brać.

Jak ja dawno nie wychodziłem, ale dzisiaj trochę popracowałem "w polu". Jak zwykle, gdy człowiek się troche zmęczy, to mu lepiej.

To już chyba ostatnie. Wkurza mnie bardzo obsługa w jednym ze sklepów komputerowych (nazwę pomińmy milczeniem). Nie dość, że jakieś dwa miesiące temu gość nie tylko zrobił mi skrętkę UTP w starym standarcie (dwie pary skrosowane), ale i po arabsku (od prawej do lewej), to teraz sprzedawca oczywiście zapomniał sprowadzić z hurtowni nargywarki NEC ND 3540, chociaż tydzień temu gadał, że ma być na koniec tygodnia. Teraz też ma być na koniec tygodnia. Następnym razem oleję cały ten sklep, problem w tym, że to najlepiej zaopatrzony, jaki znam. No, już mi lepiej. :)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Kolejny nabytek

Tym razem trafiła do mnie Aria M 2408 SD, ładny, duży magnetofon szpulowy, ale nie mam gdzie go postawić (szkoda, że miejsca nie można sobie wygenerować ;P ). Na razie stoi sobie na moim desktopie, ale na trzech nogach, bo ledwo się mieści. Dobrze, że chociaż lekki. I działa, sprawdzałem na paru szpulkach. ;]

Ta, działa, ale wymaga wzmacniacza i głośników. Oczywiście ich też nie ma gdzie ustawić.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Stare nowe płyty główne

Przedwczoraj otrzymałem trzy płyty główne razem z procesorami. Dwie 8088 i jedną 80286. Fajne. ;] Zabrałem się dzisiaj za czyszczenie i z sześć godzin zeszło mi na doprowadzeniu ich do stanu używalności.

Zacząłem około dwunastej. Na pierwszy ogień poszła jedna z 8088. Po bliżej niezmierzonym czasie (coś koło półtora godziny), efekt wyglądał tak. Po chwilce druga 8088 powędrowała na stół. Jednak w jednym miejscu ktoś widocznie zawadziwszy śrubokrętem lub czymś podobnym zerwał kawałek ścieżki z laminatem. W ruch poszła lutownica i po dziesięciu minutach kawałek uciętej końcówki z diody LED posłużył za przewodnik. Zdrapałem delikatnie lakier i sprawdziłem, czy obwód jest zamknięty. Myślę, że rezystancja rzędu jednego Ohma nie będzie nikomu przeszkadzać. ;]

Po przeczyszczeniu drugiej płytki, jak na złość skończyły mi się waciki. No to poleciałem do apteki i kupiłem całe pudełko. Nie wiedziałem jeszcze, że zostanie mi z tych dwustu sztuk około dwudziestu, bo od razu wziąłbym dwa opakowania. 80286 okazała się najgorsza. Strasznie brudna, niektórych oznakowań układów scalonych nie było pod nim widać. Zresztą zobaczcie (tak, tej jaśniejszy pasek pośrodku to laminat po wyczyszczeniu). Ale nic, wziąłem się do roboty i po trzech godzinach mogłem powiedzieć, że robota skończona. Tyle wacików zużyłem na samą 80286. A oto sam procesor. :)

Kiedyś będę musiał sprawdzić, czy te płyty działają. Zatanawiam się skąd wziąć kartę graficzną na ośmiobitowym ISA. No to widzę, że niedługo zajrzę na giełdę komputerową. Ciekawe, co możnaby na takim procku wydusić, może jakiś sterownik? Oj, to już kolejna lektura do poduszki na długie, zimowe wieczory.

Dokumentację w postaci zdjęć znajdziecie tutaj. A ja pozdrawiam wszystkich z pokoju wciąż pachnącego denaturatem.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Nowa nagrywarka DVD

Ostatnio padła mi nagrywarka CD i zastanawiałem się nad kupieniem nowej, ale przy obecnych cenach nagrywarek DVD nie widzę większego sensu. Przypadkowo na joggu da.killi natknąłem się na dyskusję o kupnie nowego komputera. Z komentarzy, które tam wyczytałem, dowiedziałem się, że NEC oferuje dość dobry sprzęt. Na Allegro widzę, że oferowany jest w zasadzie jeden model - ND-3540A. Co możecie o niej powiedzieć? Warto inwestować?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

GNU na obudowie

W czasie odpoczynku od php, bazy PostgreSQL i konfiguracji tego wszystkiego, zająłem się czymś przyjemnym i odprężającym. W końcu kto nie chciałby mieć czegoś takiego na obudowie?

Wynik końcowy mojej pracy

Wczoraj sobie zrobiłem szkic GNU, ściągnięty z obrazka na tej stronie. Nie wiedziałem wtedy, że wpadnę na pomysł umieszczenia sobie takiego obrazka na obudowie. Dopiero dzisiaj, około 15:00 po raz pierwszy dopuściłem do siebie myśl o czymś takim.

Wykonanie

Po denerwujących zdarzeniach opisanych w poprzednim poście, około 21:30 zabrałem się za robotę. Na początku wymontowałem boczną ściankę z obudowy lilium (hosta, na którym pracuję). Następnie uprzątnąłem biurko i wykonałem szkic ołówkiem. Poprawiłem go, aby wyglądał normalnie. Z tego etapu pracy mam dwa zdjęcia (bo ciężko jest robić coś i trzymać kamerkę nie_wiadomo_czym): pierwsze i drugie. Następnie namalowałem markerem (Faber-Castell, 3 zł) cały wzór od nowa. Linie od linijki, a resztę bez wspomagania. Odczekałem kilka minut, wyczyściłem z pozostałej gumki obudowę i używając gumki chlebowej starłem delikatnie resztę ołówka, którą spod obrazka było widać. Gumka taka świetnie się do tego nadaje - jest plastyczna (ma konsystencję masy ciastowej) i zbyt słaba, aby rozmazać markera. Potem mogłem tylko podziwiać dzieło.

Wszystkie obrazki. Jeśli strona jest niedostępna, to znaczy, że wyłączyłem serwer. No cóż, czasami muszę go wyłączać na noc.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
Na górę
Reklamy Google