Michał Moroz

Abecadło smoczątka, dziennik niecodzienny

Następna strona? - poprowadź mnie!

Postanowiłem nieco rozszerzyć ostatni wątek o pomysł, który ostatnio mnie nawiedził. Nadaje się on głównie dla osób, które są zainteresowane grzebaniem w kodzie swoich serwisów. I tutaj, na Joggerze na pewno nie jest ich mało.

Wszystkie modele opisane w poprzednim wpisie są modelami czysto generycznymi, w żaden sposób nie łączą się z akcjami użytkownika. Oczywiście, można to zmienić!

Dwie idee połączenia akcji użytkownika wraz z reakcją strony, które wpadły mi do głowy są względnie proste do zaimplementowania a mogę wnieść wiele do poszczególnych rodzajów oprogramowania.

Idea 1: Pierwsza nieodwiedzona strona.

Jedna z najprostszych idei, które mogą być bardzo pomocne w tworzeniu specjalizowanej listy linków dla użytkownika. Załóżmy, że istnieje lista stron od 1 do n. Gdzieś pomiędzy nimi znajduje się strona m, którą aktualnie odwiedza użytkownik. Użytkownik przechodzi następnie na stronę o. Wykonujemy następujące sprawdzenie:

  • Jeśli o < m, podajemy linka do m + 1 jako pierwszej nieodwiedzonej strony.
  • Jeśli o > m, m = o.

    • Jeśli chcemy być jeszcze bardziej poprawni, możemy sprawdzić, czy o > m + 1. Jeśli tak, możemy poinformować użytkownika, że pominął przy przeglądaniu odpowiednią ilość stron i zapytać, czy chce, abyśmy oznaczyli je za nieprzeczytane.
    • Uwaga - domyślnie oznaczamy je za przeczytane, bo jeśli ktoś już przeskakuje ileś stron, musi mieć ku temu powód!

Plusem tego rozwiązania jest to, że jeśli chcemy, da się je zaimplementować nawet w JavaScripcie, o ile dostarczymy mu numer aktualnej strony.

Zyskują na tym wielce fora, bo dostęp do wątków jest znacznie uproszczony. Nie jestem ich bywalcem, ale z tego, co wiem, w większości z nich stosowane są od dawna podobne mechanizmy. Jak bardzo pokrywają się z moim pomysłem - tego już nie powiem. :)

Problemy pojawiają się w przypadku stron, w których publikacje pojawiają się od najnowszej do najstarszej. W takim przypadku stosowanie powyższej idei mija się z celem - nieprzeczytana treść znaleźć się może nie tylko po jednej, ale po obu stronach listy.

Idea 2: Pozwól użytkownikowi zaznaczyć miejsce, do którego chciałby wrócić

Ta koncepcja jest jeszcze lepsza. W miejscach, gdzie różne wartościowe treści są rozrzucone wśród masy tych nieużytecznych, a jest ich stanowczo za dużo, aby bookmarkować je gdzieś w zewnętrznym serwisie, sami możemy postarać się o to, by zapewnić odpowiednią wygodę czytającym.

Jak? Na każdej ze stron dajemy dodatkowy przycisk, odpowiadający za akcję zapisania. Gdy przeglądamy listę stron, wszystkie zapisane strony z tej listy ukazują się jako linki. Jeśli założymy, że lista stron nie jest zbyt długa, aby mieć więcej niż kilka takich zakładek, użytkownik nie będzie potrzebował ich opisywania. Ale zamiast opisywania, skłaniam się ku innej formie. Niech zakładki mają kilka kolorów do wyboru.

Co dalej? Użytkownik może dostać własną stronę z zakładkami, jakie zrobił i małym wyjaśnieniem kontekstu (chciażby nazwa listy stron, w której dane zakładki się znajdują).

Kwestią sporną jest to, co powinno dziać się z taką zakładką po powróceniu na jej stronę. Przyzwyczajeni jesteśmy do manualnego usuwania wszelkich zakładek w przeglądarkach i specjalizowanych serwisach. Z drugiej strony logika podpowiada, że gdy ktoś wrócił na tą stronę, to w konkretnym celu i nie powinniśmy go zmuszać do dodatkowego klikania, tylko po to, by usunął tą zakładkę. Tą rzecz pozostawiam do przemyślenia ewentualnym implementatorom, specom od usability wyższej klasy ode mnie i wszystkim czytającym. ;)

Pomysł jest stary, jak stare są zakładki do książek. Ale chyba nikt jeszcze czegoś takiego sam z siebie nie zaimplementował w sieci. Głównym problemem tego rozwiązania jest z kolei bardzo łatwa możliwość zniszczenia całej jego używalności, jeśli tylko nie postaramy się utrzymać tego tak prostym, jak tylko można.

Mam nadzieję, że skłoniłem Cię do własnych refleksji. :)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Następna strona? - usability, luźne przemyślenia

Cały czas w Internecie trafiasz na miejsca, gdzie treści jest tak wiele, że podzielona została na podstrony. Artykuły, archiwa newsów, fora, wszędzie. Jako użytkownik wymagasz wygody w poruszaniu się pomiędzy poszczególnymi stronami. Nic tak nie zniechęca, jak niemożność przejścia na następną stronę, kiedy znajdujesz się w środku ciekawego tekstu. Nie muszę wspominać, że już więcej tam nie wrócisz.

A jak to wygląda z drugiej strony? Tworzysz właśnie jakiś serwis i okazuje się, że koniecznością staje się zapewnienie dobrego poruszania się po podstronach. Konwencji jest kilka, niektóre są lepsze, niektóre gorsze, a część z nich niekoniecznie nadaje się do czegokolwiek.

Zasada numer jeden. Upraszczaj!

Chyba już nie raz widziałeś listy linków podobne do tego wzoru (jesteśmy na 8 stronie, nie jest ona linkiem):

Poprzednia 4 5 6 7 8 9 10 11 12 Następna

Zaczynamy od środka. Zastanów się, kto mógłby używać listy poprzednich i następnych czterech stron. Jeśli użytkownik jest zainteresowany, będzie czytał stronę po stronie. Jeśli nie jest, zamknie kartę od razu. Pomijając przeskakiwanie stron w celu przeszukiwania (bo od tego są inne narzędzia), najprawdopodobniej nie pozostaje żaden racjonalny powód do posługiwania się tymi linkami.

Doszliśmy do takiego modelu:

Poprzednia 8 Następna

Prostota. Wydaje mi się, że najlepszym układem przestrzennym dla tego modelu będzie Poprzednia po lewej stronie, Następna po prawej i 8 pośrodku. Duże marginesy pomiędzy poszczególnymi polami i wielkie, łatwo trafialne linki, najlepiej obramowane i z odpowiednim klikalnym paddingiem. Aby dopełnić dzieła i dać użytkownikowi świadomość objętości tekstu, dałbym jeszcze małą adnotację pośrodku, o, taką:

[ Poprzednia ]    Strona 8 z 13.    [ Następna ]

Ten model nadaje się do prawie wszystkich archiw, w których na jednej stronie jest dużo treści i nie potrzeba skakać gdzieś do określonych punktów.

Nie zmieniaj miejsca, w którym mają pojawić się linki

Zanim przejdę do analizy dalszych modeli, chcę uświadomić Ci jedną dość oczywistą prawdę, którą mało kto wykorzystuje.

Projektując swój model ustaw stałe szerokości dla poszczególnych linków. Dzięki czemu na każdej podstronie będą znajdować się w tej samej odległosci od brzegu ekranu, przez co użytkownik nie będzie musiał za każdym razem wyszukiwać od nowa miejsca, w które powinien kliknąć by przejść do określonej strony.

Jeśli dana strona nie istnieje, to pokaż pole z tekstem i oznacz je tak, aby użytkownik wiedział, że jest nieaktywne. Według mnie to najczytelniejsze i najestetyczniejsze rozwiązanie. Alternatywnie możesz skorzystać z visible: none.

Model drugi, artykuły

Ten model jest bardzo przydatny dla przydługich artykułów, które zazwyczaj mieszczą się na trzech, czterech stronach. W tym wypadku sprawa jest jeszcze prostsza, niż w poprzednim:

[ 1 ]   2   [ 3 ] [ 4 ]

Żadnych przycisków `następna' i `poprzednia'. Nie ma sensu ich stosować przy tak małej ilości podstron.

Model trzeci, fora

Forum bardzo akcentuje pierwszą i ostatnią stronę wątku. Dlatego to one będą podstawą w naszym modelu:

[  <<  ] [ Poprzednia ]   Strona 8 z 14   [ Następna ] [  >>  ]

Dlaczego nie posłużyłem się słownymi określeniami `pierwsza' i `ostatnia'? W ten sposób linki pierwszej i ostatniej strony nie kolidują z linkami poprzedniej i następnej, dzięki czemu nie trzeba wprowadzać kolejnych oznaczeń.

Oczywiście linkom pierwszej i ostatniej strony należy zapewnić odpowiednie rozmiary. Być może nawet nieco większe niż te stosowane do stron poprzedniej i następnej.

Model czwarty, linki do poprzednich i kolejnych stron

Owszem, na początku mocno skrytykowałem pomysł umieszczania linków do kolejnych i poprzednich stron, gdyż nie znalazłem dla nich rozsądnego użycia. Może jednak się okazać, że coś przeoczyłem, dlatego też podzielę się moimi przemyśleniami i na ten temat.

Weźmy model, który sktrytykowałem na początku i nieco go przetwórzmy zgodnie z powyższymi zasadami:

[ << ] [ Poprzednia ]   [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] 8 [ 9 ] [ 10] [ 11] [ 12]   [ Następna ] [ >> ]

W wypadku, gdzie stron może być naprawdę dużo, a chcemy, aby użytkownik mógł się poruszać, zapewnijmy mu nieliniową skalę:

[ << ] [ Poprzednia ]   [   ] [ 1 ] [ 3 ] [ 5 ] [ 7 ] 8 [ 9 ] [ 11] [ 13] [ 18] [ 28]   [ Następna ] [ >> ]

W ten sposób użytkownik będzie mógł nieco szybciej przeskakiwać większe ilości stron. Można także pozbyć się duplikowania linków do poprzedniej i następnej strony.

Duplikaty linków

Jeśli musisz przedstawić linki prowadzące do poprzedniej i następnej strony w dwóch egzeplarzach to pokaż, że obie nawigacje są odrębnymi grupami funkcjonalnymi, bo w innym przypadku może to wprawić użytkownika w lekką konsternację, jak i każda inna redundancja.

I to by chyba były wszystkie moje luźne przemyślenia. Mam nadzieję, że skłonią Cię do chwili refleksji. ;)

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Morderca miniaturek

Miniaturkę możemy spotkać prawie wszędzie, gdyż dość dobrze nadaje się do prezentowania materiałów graficznych w sieci. Jej podstawową zaletą jest szybkość ładowania, to nie ulega wątpliwości. Dodatkowo, dzięki swym niewielkim rozmiarom użytkownik jest w stanie objąć wzrokiem dość pokaźną grupę miniaturek.

Jestem pewien także tego, że nieraz udało Ci się zaobserwować największy mankament miniaturek - czasami w żaden sposób nie można odcyfrować, co się dzieje na obrazku. Nadal nie wiesz, czy warto go obejrzeć... W takim razie po co miniaturka - równie dobrze mógłby ją zastąpić tekstowy odnośnik, prawda?

Skoro już uświadomiliśmy sobie problem, wyznaczmy teraz cel, do którego będziemy dążyć.

Potrzebujemy obiektu zastępującego miniaturkę, który będzie wyróżniał daną grafikę i starał się zachęcić do obejrzenia oryginału, przy jednoczesnym zachowaniu czytelności. Jeśli wziąć pod uwagę całość obrazka - jest to niemożliwe, ale kto powiedział, że trzeba nam całości? Nie lepiej wyciąć interesujący fragment?

Kadrowanie wyjściem ultymatywnym?

W przeciwieństwie do tworzenia miniaturek, kadrowanie daje zazwyczaj niezmiernie lepsze efekty wizualne. Z drugiej strony, póki nie nauczymy naszych komputerów rozpoznawania piękna, to będziemy sami musieli włożyć odrobinę naszej pracy (oraz inwencji) w wycinanki.

Pamiętaj, że ukazanie części grafiki wzbudza w oglądających ciekawość, dzięki czemu nie będą się nudzić na Twojej stronie i wysoce prawdopodobne, że jeszcze kiedyś wrócą. Istnieje pewna szansa, że dobrze uchwycony fragment będzie nie tylko intrygujący dla innych, ale stanie się nawet źródłem inspiracji dla innych.

Z powyższego akapitu płynie dość ważne pytanie - co wybrać? Z poczynionych przeze mnie doświadczeń wynikły dwa sposoby. Możemy wybrać łatwo zapadający w pamięć szczegół. Ważne przy tym, aby był reprezentatywny tylko dla jednego obrazka. Jeśli naprawdę utkwi w czyjejś pamięci, to właśnie odnieśliśmy sukces.

Inną metodą jest wybieranie najbardziej reprezentatywnej części obrazka. Problem w tym, że owszem, siła przebicia samego kadru będzie większa niż w poprzednim wypadku, jednak z drugiej strony, zabraknie nam niespodzianek w oryginale. Po pewnym czasie oglądający będzie mógł się przyzwyczaić do tego i przestanie zaglądać do oryginałów.

Może się okazać, że pewne fragmenty są zbyt duże, aby je skadrować. Wtedy należy się zastanowić, czy można bezpieczenie uciąć część tego fragmentu, czy też da się go zeskalować do pożądanych rozmiarów.

Narzędzia i wykonanie

Do tej pracy doskonale nadaje się zarówno GIMP, jak i Photoshop. Okazuje się, że moje sugestie to kombinowanie jak koń pod górę. Czujni czytelnicy (dzięki!) wskazali programy IrfanView, Picasę i JPEGCrops jako znacznie szybsze rozwiązanie przy większej ilości zdjęć. Nie testowałem żadnego z tych trzech programów, ale, jak widać, wybór jest znacznie większy.

Nie staraj się jakoś niezwykle precyzyjnie podchodzić do samego wyboru kadru - ja zazwyczaj przez chwilę zastanawiam się, jaki obiekt na obrazku rzuca się w oczy, następnie kilkakrotnie zaznaczam obszar 100x100px dookoła niego i wybieram opcję przycięcia obrazu, który zapisuję następnie jako JPEG z jakością 85 (domyślną). Dzięki temu moje wycinanki mają średnie rozmiary rzędu 3KB. Nawet przyjmując połączenie telefoniczne, dziesięć miniaturek ładuje się w jakieś 5-7s, co nie jest złym wynikiem.

Dość ważnym elementem jest wybranie stałego rozmiaru naszego kadru - dzięki temu wszystkie obrazki będą ładnie poukładane w rzędach i kolumnach na naszej stronie, niezależnie od tego, w jaki sposób zapiszemy je w kodzie HTML.

W razie, gdy obiekt, który chcesz zaznaczyć nie mieści się w domyślnych rozmiarach, można zeskalować obraz do 50% (co nadal daje w miarę dobre efekty wizualne), a następnie wykadrować i obciąć niepotrzebne części.

HTML

Gdy już zrobisz swoje miniatury i udostępnisz sieci, możesz wstawić je do swojego dokumentu. Jak? Rozwiązań jest naprawdę wiele. Można skorzystać z najprostszego kontenera <div />, lub bardziej skomplikowanej listy nieuporządkowanej.

Na tym blogu używam jeszcze innego rozwiązania. Korzystam z listy definicji <dl />, gdzie każdy <dt /> odpowiada danemu obrazkowi, a pod taką grupą wstawiam wspólny <dd />, czyli opis powyższych obiektów. Wygląda to tak:

<dl>
	<dt><img ... /></dt>
	<dt><img ... /></dt>
	[...]
	<dd>Obrazki przedstawiają x, y oraz z.</dd>
</dl>

W połączeniu z lekką stylizacją w CSS, może to wyglądać tak, jak na moim blogu.

Czy w takim razie odrobinka pracy popłaca? Odpowiedź pozostawiam Tobie.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Na stronie i blogu README miej

Natchnęło mnie i obejrzałem kilka nowych joggerów. Mają już ze dwa wpisy, więc jest co czytać. ;)

Przy okazji zauważyłem pewną prawidłowość, o której jest ten wpis. A mianowicie brak zapewnionej informacji o tym, co taki blog będzie sobą reprezentować.

Ten problem można rozszerzyć do każdej strony internetowej. Musimy pamiętać, że aby zjeść owada, drapieżnik musi go zwabić. I w ten sam sposób autor strony internetowej musi uwić sobie swój kawałek sieci, żeby czytający chętnie się do niej przyklejali.

Należy założyć, że trafiając na stronę X, czytający nie ma żadnego rozeznania w tym, co się tam znajduje, znajdowało, czy też będzie znajdować. A autor powinien mu zapewnić swoiste README. Leżące w dobrze widocznym miejscu, aby czytający nie tracił czasu na szukanie. Dobrze, gdyby nie było większe, niż dwadzieścia, trzydzieści słów. W końcu stały czytelnik nie chce się przebijać przez wielki nagłówek, aby dotrzeć do treści.

Nikt nie broni, aby w tym malutkim README zawrzeć link do czegoś większego - strony z informacjami o autorze/stronie. W ten sposób będzie można zapewnić komfortowe rozwiązanie i dla tych, którzy przybyli tu pierwszy raz, i dla tych, którzy przyklejeni oczekują na schrupanie. Z drugiej strony nie wolno zostawiać samego linka, bo i tak nikt nie zada sobie tyle trudu, aby kliknąć i poczekać, aż nowa strona się załaduje.

I jeszcze drobna uwaga dla bloggerów - zostawianie informacji o treści bloga w pierwszym wpisie generalnie nie jest dobrym pomysł. Jeśli uważasz, że każdy nowy czytelnik będzie z chęcią do niego zaglądał z własnej woli, to masz zbyt wielkie mniemanie o sobie. A ci, którzy mogą sobie na coś takiego pozwolić, zazwyczaj i tak mają krótkie README gdzieś w widocznym miejscu.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Don't learn anymore

Nie namawiam bynajmniej do zaprzestania nauki. Solidna edukacja jest podstawą do czegokolwiek, nawet, żeby to było posługiwanie się młotkiem. A propos prostych narzędzi - zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, jak łatwo i szybko można heblować drewno... potluczonym szkłem. Wygląda na to, że nawet z odpadów daje się zrobić niezwykłe rzeczy.

Wracając z rozkosznych pól miodem i mlekiem płynących do internetowej, wirtualnej rzeczywistości napotykamy na coraz więcej serwisów, które stają się pełnoprawnymi aplikacjami internetowymi. W takich serwisach często pojawia się 'Learn more', czy 'Dowiedz się więcej' w rodzimym języku.

Learn more?

Zaczyna mnie to denerwować. Aplikacje te, zamiast postarać się o przejrzystość i intuicyjność interfejsu, oraz odpowiednie logo, dzięki któremu mógłbym określić, za co odpowiada dany serwis, odsyłają mnie z premedytacją do swojej pomocy.

Rozumiem, że streszczenie wszystkich cech danej aplikacji sieciowej nie jest możliwe na stronie głównej, ale gdyby tak podać słowa kluczowe, lub znaki graficzne (bardziej sugestywne, jeśli dobrze wykonane)? A co, gdyby w łatwy i przystępny sposób dostawać na sam początek np. trzy przyciski miast fury otaczających linków, a opcje zaawansowane będą dostępne dopiero po samodzielnym ich włączeniu? Czy nie byłoby lepsze wyświetlanie wskazówek początkującym - oczywiście też opcjonalne, ale domyślnie włączone?

Gdzie jest About?

Innym irytującym faktem jest to, że na dużej ilości stron brakuje rzucającego się przcisku 'About'. Przykład z życia: wchodzę na stronę jakiegoś skryptu forum w PHP (PunBB). Mam określony cel - chcę przeczytać, w czym to forum jest lepsze i dla jakiej grupy użytkowników je przeznaczono.

Piętnaście sekund zajęło mi znalezienie przycisku 'About'. Gdybym był mniej zachęcony layoutem strony, na której to forum działa - pewnie już wcześniej bym nacisnął ^W. Dlaczego tak? Nie spodziewałem się tak oczywistego położenia tego linka - zazwyczaj znajdują się one nieco bardziej po prawej stronie i tam właśnie zacząłem poszukiwania.

Teraz pomyślmy, co by było, gdyby wyróżnić go na zielono, pogrubić, lub dać inne tło pod niego. Byłoby widać od razu? Z pewnością. A przecież tego właśnie chcemy i my, użytkownicy, i my, developerzy.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Logo serwisu

Jak wiadomo, logo powinno być znakiem rozpoznawczym serwisu. Dochodzimy tu do pierwszego, ważnego wniosku. Skoro jest to znak rozpoznawczy, musi się w jakiś sposób kojarzyć z samym serwisem. Jeśli masz więc do wyboru kilka, wybierz to, które najbardziej jednoznacznie identyfikuje stronę. Dzięki temu selekcja jest prostsza.

Drugie. Człowiek ogląda logo w dwóch przypadkach - kiedy dopiero co wszedł na tą stronę (najczęściej będąc tam pierwszy raz), w drugim - jeśli strona mu się spodoba. Pierwszy przypadek jest równie ważny dla wszystkich. Tak więc, gdy uważasz, że logo odstrasza - wyrzuć grafika. W przypadku, gdy to Ty jesteś tym grafikiem - gratuluję, właśnie Twoja lista przyszłych zawodów stała się bardziej zwięzła.

Za to drugi przypadek jest szczególnie ważny dla tych firm, które opatrzają swym logo inne towary. Dobre logo w tym wypadku ma być maksymalnie proste i pomysłowe. Zgodnie z tymi zasadami przypomni się nawet i za pięć lat, gdy taksówka z reklamą Twojej firmy będzie przejeżdżać obok klienta.

Nie może być ono za duże. Maksymalnie powinno zajmować jakąś jedną trzecią wysokości okna. Inna sprawa, że jeśli dobrze je wykonasz, to i 64x64 wystarczy.

Cztery - logo to symbol, a nie obraz Panoramy Racławickiej. Pamiętaj, że zbyt wiele elementów rozprasza i czyni trudnym do zapamiętania.

Jeśli nie możesz spełnić poprzednich punktów, to pomyśl o <h# /> - w ten sposób nadal możesz mieć przejrzysty serwis, a i jego wygląd będzie neutralny, a nie negatywny, jak przy użyciu nieprawidłowej grafiki.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

I po co to wszystko

Wcielmy się teraz w hipotetycznego człowieka znanego pod nazwą Zwykłego Użytkownika, pana Kowalskiego. Dopasujmy nieco nasze postrzeganie do jego potrzeb i możliwości.

ZU nie obchodzą standardy sieciowe. Co prawda obiło mu się to o uszy, ale w czasach, kiedy słyszał tą nazwę, jacyś dziwni ludzie, podzieleni na dwie grupy, zażarcie się kłócili o to, tak jakby było to coś ważnego. Niestety, cała ta dyskusja nie była zbyt zrozumiała dla naszego użytkownika, oczywiście z wyjątkiem momentów, w których to leciały obelgi pod adresem przeciwników. Na dodatek na jednym z forów został zwymyślany przez kogoś za używanie Internet Explorera.

ZU niewiele pamięta z tych czasów. Miał wtedy duże problemy z utrzymaniem posady. Teraz zresztą też jest niewiele lepiej. Niby udało mu się osiągnąć cel; koniec końców nie został zwolniony. Jednak liczyło się to ze zwiększeniem ilości godzin pracy. Pan Kowalski wraca na tyle zmęczony do domu, że nie ma najmniejszej ochoty, by zastanawiać się nad jakimiś głupotami. Chce tylko zjeść ciepły obiad, podawany od niepamiętnych czasów dokładnie na czas przez jego żonę, panią Halinkę i posiedzieć przez chwilę przed telewizorem, czy komputerem, jeśli nie ma żadnego wartego obejrzenia filmu; najlepiej takiego z dużą dawką akcji.

ZU zazwyczaj przegląda internet za pomocą przeglądarki Mozilla Firefox. Kiedyś ściągnął jakieś świństwo, z którym nie mógł sobie poradzić, a było niezwykle denerwujące. Pan Kowalski nie lubi przyznawać się do niedoskonałości, ale wobec takiego wypadku musiał wezwać syna sąsiadów, specjalistę obeznanego w sprawach komputerów. Chłopak naprawił system w ciągu kilkunastu minut, a nasz użytkownik spytał się młodego człowieka, jak skutecznie się bronić przed tymi paskudztwami. I w ten sposób poznał Firefoksa. Syn sąsiadów, wymieniając zalety przeglądarki, wspomniał coś o tych standardach, ale co dokładnie - licho raczy pamiętać, poza tym było to jakieś takie pogmatwane. Z własnego doświadczenia wie tylko, że ci łebdewelojperzy to nieprzyjemni ludzie, skoro tak bardzo się potrafią sprzeczać o jakąś niejasną sprawę.

Posiada Neostradę w najtańszym jej wariancie - nie potrzebuje więcej. Co prawda dłuży mu się, gdy ściąga jakieś śmieszne filmiki czy mp-trójki, ale nie robi tego często, a dzięki panelom i tak może przeglądać inne strony podczas ściągania/ładowania animacji.

Człowieka takiego nie obchodzi w żadnym stopniu, że używamy poprawnego XHTML-a, CSS, czy jakiegokolwiek innego egzotycznego dla niego skrótu. Nie obchodzą go wcięcia w kodzie, rozważania na temat wyższości layoutu <div />-owego nad tabelkowym, czy inne abstrakcje w postaci semantycznego kodu i dociekania, który z tagów lepiej oddałby sekwencję znaków, którą tutaj wpisuję.

Chciałby tylko jednego - żeby mu się layout nie rozjeżdżał, kiedy próbuje czytać blog znajomego na Onecie.

Jeżeli można zrobić dobry kod używając HTML 4.1, to dlaczego większość ludzi, która robi szum na temat sieciowych standardów, onanizuje się widząc znaczek Valid XHTML 1.0 Strict?

Dochodzę do wniosku, że to, co robimy, wmawiając sobie wyższe idee, to jest tylko sztuka dla sztuki, a kod, który napiszemy bardziej nadawałby się na wystawę (przepraszam, ekspozycję) abstrakcjonizmów dwudziestego pierwszego wieku.

Nie muszę przekonywać, że kod oparty na divach (gdy ich nie za dużo) jest czytelniejszy dla mnie. Przy tabelkach jednak nie trzeba się obawiać, że coś wyjedzie poza layout. Oczywiście nie namawiam do cofnięcia się w ewolucji, jednak niektórzy ludzie są już chorzy, gdy widzą samo słowo <table />. To wpadanie ze skrajności w skrajność przypomina polskie wybory do Sejmu. Nie spodobała się jedna partia - to hyc, wybieramy całkowicie odwrotną.

Wszędzie tylko szum i peany, jak to nowsze jest lepsze i jak to mój jest większy od waszego. Może wypadałoby o tym skończyć, a zacząć brać się za coś konstruktywniejszego?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Co łączy div i drzwi

Jpc napisał: Divy są jak drzwi, trzeba je zamykać... (źródło). I zgodziłbym się z tym jeszcze kilka lat temu.

Dziś, kiedy walidator w3 urósł do rangi Wyroczni, decydującej o wszystkich aspektach poprawnego pisania, a znaczek XHTML nabrał znaczenia przypinki identyfikującej nas spośród tłumu ludzi noszących takie same przypinki, powstał inny problem. Bo cóż z tego, że piszemy zdania, rozpoczynające się z wielkiej litery wielką literą i kończące kropką. Żeby móc przekazać informację, należałoby umieścić jeszcze coś wartościowego pośrodku.

Wracając do znacznika <div /> - biorąc pod uwagę skromne rozeznanie sytuacji, jakiego dopuściłem się w poprzednim akapicie, należałoby nieco zmodyfikować myśl ukazaną na początku.

Divy są jak drzwi. Nie sposób umieścić ich setkę w jednym pokoju.

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Przenoszenie do komentarzy? Dziękuję, postoję

Przeglądając różne jogi, nie używam żadnego czytnika rss. Zbędna to rzecz, gdy mamy powiadamianie na jabbera. Czytając stronę główną i z ciekawości zaglądając tu i tam, również tego nie robię, żeby nie zaśmiecać sobie folderu z LiveBookmarks. Wystarczy mi przejrzenie tytułów oraz kilku zdań, by poznać styl pisania osoby i już wiem, czy będzie warto zajrzeć jeszcze raz, czy nie.

Gdy już zacznę czytać regularnie czyjegoś bloga, mogę dodać go do śledzonych, lub nie. Wszystko jedno. Joggerbot także zmusza mnie do tej samej rzeczy - żeby poczytać wpisy, otwieram stronę główną czyjegoś bloga. W takiej sytuacji otwieram każdy nieprzeczytany wpis, którego początek, czy tytuł mnie zaciekawił w nowym panelu. Wyrzucam stronę główną z kolejki i przesuwam się w prawo.

Tworzenie własnych szablonów daje genialną możliwość umieszczania najważniejszych linków bezpośrednio pod tytułem. Nie muszę przewijać, nie muszę szukać końca wpisu, by znaleźć link do komentarzy. Środkowy przycisk myszki załatwia wszystko.

Prawie wszystko. Szlag może człowieka trafić, gdy za każdym razem, kiedy przechodzi do strony komentarzy, musi przewijać do góry, by przejrzeć treść. Co mi po nich, jeśli nie wiem, o co chodzi?

Nie czepiałbym się, gdyby link prowadzący od razu do komentarzy był pod wpisem w szablonie. Wtedy dość logiczną stałaby się sprawa, że jeżeli ktoś na niego kliknął, to zapewne przejrzał tekst znajdujący się powyżej. Ale, jeśli znajduje się pod tytułem, to jakim prawem autor może zakładać, że zapoznałem się już z jego wypowiedzią?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane

Poziomy joggera

Patrząc chociażby na szablony (najprostszym sposobem - kto ma zaznaczony poziom 0, a kto nie, szczególnie w wypadku własnych produkcji) to duża ilość ludzi używa wpisów na przeróżnych poziomach. Opisują sprawy te mniej i bardziej prywatne, mniej lub bardziej ważne. Niby bardzo przydatna rzecz, ale bardzo mi przykro, nie rozumiem tego.

W mojej koncepcji świata, weblog ma przekazywać informacje. Są one różnorodne, mogą traktować o tematach ogólnych lub koncentrować się na określonym przypadku. Zwykle łączy je jedna cecha - subiektywność prowadzącego i jego poglądów. Jeśli miałbym więc używać poziomów jako ogranicznika, to po co w ogóle mi tym się parać? Czyż nie szybciej użyć bardziej nasuwającego się rozwiązania i, jeśli np. potrzebujemy coś wyrzucić z siebie lub przekazać, spotkać się irl lub chociażby napisać maila? Gwarantują one większą i bardziej nieskrępowaną możliwość wymiany poglądów na dany temat.

Gdy sto osób czyta wpisy na poziomie x, to jest duża szansa, że i tak dotrze coś do niepowołanych uszu (oczu?), więc czemu właśnie x, a nie 1? Blokowanie przez dodawanie nieblokowanych to dziwna rzecz dla mnie.

Wreszcie - gdy piszemy tylko dla siebie, to czy nie lepiej przestać zapychać komuś serwer i zamiast publicznej usługi używać pióra i arkusza papieru? Generalizując, nie ma wielu różnic między tymi dwoma rodzajami prowadzenia pamiętniczka.

Jestem skrzywionym człowiekiem, czy tylko ekshibicjonistą?

Zobacz komentarze Trackback dodajdo.com Zobacz pełne metadane
Na górę
Reklamy Google